27 sierpnia 2008 o godz. 17:37

Bezkarność mocarstw

To, co Rosjanie wyprawiają od kilku tygodni w Gruzji, napawa świat nie tylko niesmakiem, ale i słusznym niepokojem. Ignorancja rosyjskiego prezydenta, straszącego nową zimną wojną, prawdopodobnie obróci sie przeciwko Rosji, a politycznym efektem będzie m.in. wzrost wydatków na zbrojenia w USA i większa izolacja Rosji na międzynarodowej arenie. Najgorsze jest jednak to, że tak na prawdę świat nic nie może zrobić, poza niewiele znaczącymi gestami politycznymi (mimo wszystko, wielkie brawa dla władz Ukrainy za odważną solidarność z Gruzją). Tak samo świat jest bezradny, gdy Stany Zjednoczone uprawiają imperialną politykę międzynarodową gwałcąc suwerenność granic i narodów w imię własnych partykularnych interesów - strategicznych i gospodarczych.
Nie wiele można, gdyż nikt nie chce być w otwartym konflikcie z mocarstwem (dotyczy to obecnie także Chin, które są potęgą porównywalną z Rosją). Nie jestem specjalistą w sprawach konfliktów międzynarodowych, nie trzeba być jednak ekspertem by wiedzieć, że Gruzini nie są bez grzechu, jednakże Rosja zachowuje się jak typowy imperator, który w granicach swoich wpływów chce "dzielić i rządzić". Niestety, obawiam się, że nikt i nic jej nie powstrzyma, a Gruzja będzie musiała pogodzić się z utratą Abchazji i Osetii Południowej (wystarczy spojrzeć na mapę, by zrozumieć, że oderwanie Osetii oznacza niekończący się konflikt, falę terroru na skalę konfliktu Pakistan-Izrael). Niezależnie od naszej bezradności, powinniśmy jednak - mam tu na myśli społeczność międzynarodową - głośno krzyczeć NIE, bo przecież taki sam los może spotkać niedługo Białoruś... a przecież i o odebraniu Ukrainie Krymu słyszymy coraz częściej. Wydawałoby się, że przykład Jugosławii pokazał światu, że czasem lepiej jest się trwale rozdzielić w imię pokoju i poszanowania praw drugiego narodu, a przykład Unii Europejskiej powinien być dla wszystkich rządów doskonałą lekcją budowania stabilnej jedności z poszanowaniem niezależności i inności. Władcom Kremla, jak i Waszyngtonu, jak i Pekinu, zajmie jednak jeszcze z pewnością wiele lat, zanim zrozumieją, że gwałt rodzi odwet. Jak to trafnie ujął zmarły w ubiegłym roku wybitny francuski filozof Jean Baudrillard: Terror rodzi terror. (...) Kiedy siła rośnie w siłę, nasila się także wola jej zniszczenia. I siła ta jest współwinna własnego zniszczenia ("Duch terroryzmu", Warszawa 2005). Niestety, ignorancja takich ludzi jak prezydent Rosji Dmitrij Miedwiediew niesie za sobą konsekwencje dla całego świata, który staje się mniej stabilny. Znów w wyniku zamachów terrorystycznych ginąć będą niwinni ludzie.

6 komentarzy dla “Bezkarność mocarstw

  1. konflikt Pakistan - Israel

    no jesli grozi temu regionowi ……” fala terroru na skalę konfliktu Pakistan-Izrael”……… to mysle, że nie ma sie czym martwic.
    To pomyłka czy o czyms nie wiemy?

  2. Okaże się

    Dobra (słuszna) sprawa uświęca każdą wojnę; czy też dobra (zwycięska) wojna uświęca każdą sprawę? Jaka jest współczesna, cywilizowana ponoć Europa? Skłania się ku drugiej tezie. Niestety.

    • Okaże się

      mam nadzieję, że nie masz racji, może to zabrzmi głupio, ale z pewną dumą patrzę na Europę, a zwłaszcza na zupełnie nową u Europejczyków umiejętność budowania jedności i akceptacji dla inności. Nową bo przecież na Europie spoczywają grzechy inkwizycji, kolonializmu, faszyzmu… o staliniźmie nie będę wspominał, bo Rosja to moim zdaniem mentalnie nie jest Europa, przynajmniej nie nasza współczesna, wychowana w duchu tolerancji. Bismarck czy Clausewitz ze swoimi poglądami nie znaleźliby dziś w Europie wielu zwolenników, ale w Rosji czy USA z pewnością tak.

      • Okaże się

        Właśnie słyszę echa przygotowań do obrad na szczycie UE. A jednak swołocz za wschodnią granicą, może kultywować teorie Clausewitza. Niechaj dzicz się rżnie, byle z dala od nas…

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Możesz użyć następujących tagów oraz atrybutów HTML-a: <a href="" title=""> <abbr title=""> <acronym title=""> <b> <blockquote cite=""> <cite> <code> <del datetime=""> <em> <i> <q cite=""> <strike> <strong>

Zobacz ostatnie wpisy

21 grudnia 2014 o godz. 20:17

Odwódki

„Od samogonu utrata pionu. Od koniaku finał na haku. Od palinki wstrętne uczynki. Od maraskino spadaj rodzino. Od pejsachówki pogrzeb bez mówki. Od śliwowicy torsje w piwnicy. Od whisky iloraz nisko. Od likieru równy zeru. Od drinka czarna godzinka. Od sherry nogi cztery. Od żywca wyje spożywca. Od rumu pomruki tłumu. Od madery rypią nery. Od Martini potencja mini. Od sznapsa wezmą cię za psa. Od Bourbona straszna śledziona. Od absyntu zanik talyntu. Od żytniówki dzieci półgłówki. Od wódki… wiadomo.”. ~Wisława Szymborska

20 grudnia 2014 o godz. 16:52

Czy Obama zmieni USA?

President_Barack_Obama

Nie mam wątpliwości, że prezydenta formatu Baracka Obamy Stany Zjednoczone nie miały od bardzo, bardzo dawna. Przerasta nie tylko swoich nieudolnych poprzedników, mazgajowatego Clintona, nepotycznych i awanturniczych Bushów, ale także Ronalda Reagana, który uchodził za polityka wielkiego formatu. Reagan żył w ciekawych czasach, natomiast Obama ma umiejętność zjednywania ludzi, zrobił dla wizerunku USA na świecie więcej niż ktokolwiek. I choć uważałem za skandaliczne przyznanie mu na początku prezydentury pokojowej nagrody Nobla, to trzeba przyznać, że wiele zrobił by udowodnić, że nie był to groteskowy gest sztokholmskich emerytów. Ostatnio o Obamie jest głośno z kilku powodów. Przede wszystkim odtajnił informacje na temat bestialskiego traktowania więźniów przez agentów CIA. W mediach pojawiły się komentarze, że to szkodzi wizerunkowi USA i jego sojuszników. Otóż nic bardziej błędnego. Najbardziej szkodziły kłamstwa amerykańskiej administracji, bo opinia publiczna na świecie od dawna znała prawdę. Obama przyznał winę, a jednocześnie dał jasny sygnał – bestialstwo nie może być odpowiedzią na przemoc. Kraje demokratyczne w inny sposób wymierzają kary, nie w tajnych więzieniach udręczając nielegalnie przetrzymywanych tam zakładników. Działania CIA to czarna plama, której prezydent USA się wstydzi. Dla świata to sygnał wielkiej zmiany, ale też pewnej nowej wrażliwości w polityce mocarstwa. Jeśli sojusznicy USA uważają, że kłamstwo jest lepsze niż prawa, choćby trudna do przyjęcia, to cóż z nich za sojusznicy? Kilka dni temu Obama symbolicznie zakończył zimną wojnę, przywracając pełnię stosunków dyplomatycznych i gospodarczych z Kubą. To jasny sygnał – świat idzie do przodu, patrzymy w przyszłość, zamykamy stare żale, bo nic z rozdrapywania ran nie wynika. Chcemy świata otwartego i demokratycznego, ale nie będziemy narzucać własnej wersji demokracji. Kuba dostała wreszcie szansę, jestem pewien, że z niej skorzysta. To niezwykle ważna decyzja, także w świetle poczynań Rosji. Polityka Putina staje się jeszcze bardziej odosobniona w świecie, a i zwyczajnie anachroniczna. Dając Kubie prawo do samostanowienia, w jakimś sensie Obama dał prztyczka w nos Putinowi, a na pewno pokazał, jak zachowują się nowoczesne mocarstwa. Kolejny temat – afera wokół ataku koreańskich hakerów na firmę Sony Pictures w związku z filmem wyśmiewającym przywódcę dyktatorskiego państwa. Obama potępił Sony, które zastraszone wycofało film z dystrybucji, wskazując, że to bezprecedensowy zamach na wolność słowa i że demokracja nie powinna takiemu terrorowi ulegać. Ma absolutnie rację. Filmu nie znam, podejrzewam, że jest niewiele wart, ale twórcy mają prawo do krytyki, pastiszu, groteski – w granicach dozwolonych prawem, choć z naruszeniem (czasami) dobrego smaku. Obama zapowiedział reakcję – zapewne atak hakerów amerykańskich na instytucje polityczne Korei Północnej. I to jest też wielki historyczny zwrot w reagowaniu na gwałt. W sposób współmierny, a nie emocjonalny i gwałtowny. W sposób nowoczesny! Bez ofiar w ludziach, krzywdząc wyłącznie osoby odpowiedzialne za zło. Mam nadzieję, że to także otwarcie nowych zasad reagowania na nieprawości w różnych częściach świata. Prezydent poruszył też bardzo trudną i ważną kwestię nielegalnych imigrantów w USA, dając im zielone światło – nie będą dłużej zaszczutymi psami. Mogą spać bezpiecznie i pracować uczciwie. Myślę, że to pierwszy krok ku zmianie polityki imigracyjnej i większej otwartości granic mocarstwa. Obama ma odwagę przeciwstawiać się swoim oponentom, jest zdecydowany, zdaje się nie być uwikłanym w gry interesów amerykańskiej gospodarki. Ma swoje zdanie, kieruje się własną moralnością. Taki powinien być mąż stanu. Obama jest politykiem wielkiego formatu i mam nadzieję, że znajdzie godnego następcę, choć będzie to niezwykle trudne. Zanim jego prezydentura się skończy jeszcze kilka spraw wymaga uregulowania. Po pierwsze, kwestia palestyńska. Aby w pełni zasłużył na pokojową nagrodę Nobla, powinien uznać prawo Palestyńczyków do własnego państwa w obecnych granicach Izraela. Coraz więcej państw europejskich podziela takie stanowisko, tracąc cierpliwość dla konfrontacyjnej polityki izraelskich władz. Po drugie – Irak, Iran, państwo islamskie. Tu sprawa jest niezwykle trudna, uważam, że Obama postępuje rozważnie, przede wszystkim nie chcąc eskalować konfliktu. Ale tematy te wymagają rozwiązania. I to we współpracy z państwami muzułmańskimi – nie tylko Turcją i Arabią Saudyjską. Terroryzm, stan ciągłego napięcia na Bliskim Wschodzie, nie są także w smak większości polityków i oligarchów przemysłowych w świecie arabskim. Współdziałanie da tu więcej niż akcje odwetowe. Obama jest w trudnej sytuacji, gdyż naprawia błędy swoich poprzedników, którzy doprowadzili do eskalacji nienawiści. Jest też trudny temat Putina, Rosji i Ukrainy. Obama i tu zachowuje rozwagę, ale skala zagrożenia prawdopodobnie jest doceniana w Pentagonie. Putin destabilizuje świat w nie mniejszym stopniu niż dżihadyści. Jednocześnie stoi na czele atomowego imperium. Izolacja Rosji będzie złym rozwiązaniem, konfrontacja jeszcze gorszym. Czy Obama ma pomysł na Rosję? Na razie tego nie widać. My, Polacy, oczekujemy od Obamy, że wreszcie zostaną zniesione dla nas wizy do USA. Jest to niezrozumiała forma szykanowania nas, i to w sytuacji, kiedy Polska jest jednym z ważniejszych sojuszników USA, a jednocześnie członkiem Unii Europejskiej. Mam nadzieję, że prezydentura Obamy odmieni Amerykę na dobre. Wizerunek USA jako mocarstwa zdaje się być lepszy niż kiedykolwiek. Ma to ogromne znaczenie, gdyż służy stabilizacji na świecie. Im mniej nienawiści do USA, tym mniej terroryzmu, mniej zagrożeń. Obama jest na półmetku swojej drugiej elekcji. Znacznie ciekawszej niż ta pierwsza. Ma jeszcze sporo czasu by zadziwić świat. I myślę, że zadziwi.

15 grudnia 2014 o godz. 22:30

Dyskretny bohater

dyskretny-bohater-b-iext26311323

Kim jest tytułowy dyskretny bohater? Fantazją? Omamem? Rzeczywistą postacią? Fabuła najnowszej powieści Mario Vargasa Llosy jest bardzo oniryczna, a narracja wielogłosowa, konstrukcyjnie nawiązująca do wczesnych utworów Noblisty. Nakładają się płaszczyzny czasowe, a polifoniczność dialogów dobrze wpasowuje się w ciężki klimat prowincjonalnej Piury, ale też migającej światłami nocnych klubów Limy, bo w tych dwóch miastach toczy się akcja. Akcja świadomie kiczowata, jak z melodramatu, jak z taniej produkcji kryminalnej, bo są tu jakby dwie powieści w jednej. Jest wątek Kopciuszka oraz peruwiańskiej wersji Fantomasa, czyli rzewne love story i podszyty sensacją kryminał. A w tle współczesne Peru – bieda i bogactwo, bandytyzm, jasnowidze, sprzedajne kobiety, skorumpowani glinarze. I tytułowy Dyskretny bohater, będący kimś w rodzaju obcego obserwatora, anioła z filmu Wima Wendersa „Niebo nad Berlinem”. Ciekawa konstrukcyjnie, szkatułkowo rozwijająca się fabuła, ale powieść pozostawia jednak z poczuciem, że to nie jest poziom do jakiego przyzwyczaił czytelników Llosa. To jego najsłabsza powieść. Po pierwsze, zbyt dużo w niej znajdziemy z poprzednich książek, zarówno w formie, jak i w bohaterach, dla osób, które znają twórczość autora „Miasta i psów” powieść jest nieznośnie wtórna. Po drugie, język bohaterów – z jakże różnych sfer towarzyskich, z innych miast i innych grup społecznych – jest nadto podobny. Pisarz wpadł we własne sidła, tworząc narrację z wyrywków rozmów zagubił indywidualne cechy postaci. A przecież w „Rozmowie w »Katedrze«” zastosował ten sam mechanizm i wyszło perfekcyjnie. Są to jednak zupełnie różne opowieści, tamta była książką niemal dziennikarską, polityczną, rozliczeniową, ta pisana jest z dystansem starego człowieka i dotyka spraw uniwersalnych – roli przypadku w ludzkim życiu, znaczenia lojalności, ale też niezwykle powikłanych relacji pomiędzy rodzicami i dziećmi. W najnowszej powieści Noblisty drażni też uporczywe zdrabnianie, i to niezależnie od mówiącego, jak w tym akapicie: „Poprosił o kawusię i trzymał filiżankę w powietrzu, nie dotykając jej ustami. Dmuchał na nią powolutku”. Za dużo tych kawusi, herbatek i lemoniadek. Ma to służyć potęgowaniu poczucia ulotności czasu, rzeczy i czynności, ale przy tak dużym natężeniu zdrobnień to nuży, a historia zaczyna nabierać infantylnego charakteru.

15 grudnia 2014 o godz. 18:10

Spirits.com.pl – konkurs nr 5

anejo-mini-kopiuj1

W tym tygodniu do wygrania jest pięć miniaturek wspaniałego rumu z Dominikany Ron Barcelo Añejo 0,05l. Szczegóły dotyczące konkursu i konkursowe pytanie przez cały tydzień w bezpłatnym newsletterze, wystarczy podać swój e-mail i rozpocząć subskrypcję. http://spirits.com.pl/newsletter. Fundatorem nagrody jest firma M&P Alkohole i Wina Świata. Na głosy czekam do 21 grudnia, proszę je wysyłać na adres biuro@spirits.com.pl.

14 grudnia 2014 o godz. 09:46

J.Strzelczyk Fabryka Likierów, Gorzelnia Koniaków, Hurtownia Win i Wódek

J.Strzelczyklogo

Destylarnia J.Strzelczyk powstała w 1919 roku, znajdowała się przy ulicy św. Wawrzyńca 13 w Poznaniu. Według przedwojennej książki teleadresowej (Pz. 835) posiadała punkt sprzedaży butelkowej – ulica Kantaka 5, mieściła się tam również probiernia i winiarnia. Produkowała m.in. Stołową wódkę gatunkową z przysmakiem jałowca o mocy 35%. Jednocześnie poza produktami własnymi, sprzedawali trunki marki Cusenier. Oprócz gorzelni koniaków i wytwórni wódek w skład wchodziły jeszcze: hurtownia i rozlewnia win gronowych, hurtownia oryginalnych francuskich koniaków i likierów, tłocznia i wytwórnia soków owocowych. Probiernia to bardzo popularne rozwiązanie z tamtych lat, można tam było spróbować trunków wprost od producenta i na podstawie swych gustów zamawiać. Probiernie posiadały gońców, którzy dostarczali zamówione destylaty pod wskazany adres o każdej porze dnia i nocy. Fabryka została przejęta na własność państwa (wykaz przedsiębiorstw przejmowanych, ogłoszony w Monitorze Polskim Nr 31 z 3 marca 1947 roku na podstawie zarządzenia Ministra Skarbu z 20 grudnia 1946). W wykazie widnieje: Fabryka Wódek J. Strzelczyk, Poznań, ul. św. Wawrzyńca 13; jako przedmiot przedsiębiorstwa: Gorzelnia koniakowa i fabryka wódek; w uwagach: Nie podlega przejęciu na własność państwa teren ogrodu posesji przy ul. św. Wawrzyńca 13 w Poznaniu. Najpierw należała do Polmosu, a potem przejęła ją Goplana. W swoich zbiorach mam rachunek fabryki Strzelczyka, wystawiony w lipcu 1939 roku, na sprzedaż skrzynki winiaku mieszanego o mocy 38%.

13 grudnia 2014 o godz. 10:09

Stara gorzelnia Alvitas

SONY DSC

Gorzelnia powstała na przełomie XIX i XX wieku (na kominie widnieje data 1906) wraz z dworem i zakładem maszyn rolniczych. Położona w miasteczku Olwita (Alvitas) u brzegu niewielkiego jeziora Olwickiego (Alvito) w regionie mariampolskim, w krainie zwanej Suwalszczyzną lub Zaniemienie. Kto wybudował murowany dwór, gorzelnię… trudno dziś ustalić, ale w latach trzydziestych XX wieku właścicielem był Stanislovo Apolinaro Voičinskio (Skarbek-Voičinski). Zatrudnił on w 1931 roku w gorzelni mistrzów Goldbergui i Litovičiui. Sprzedał posiadłość 14 sierpnia 1937 roku Donatasovi Malinauskasovi za kwotę 90 tys. litų. Majątek obejmował 80 ha wraz z jeziorem, torfowiskami, ziemią rolną. Nowy właściciel zatrudnił jako kierownika gorzelni swojego zięcia V. Stomma. Produkowano tu wódkę i inne napoje spirytusowe. Jak wspomina po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, komin gorzelni był wyższy około pięć razy od obecnego. Dwór wraz z zabudowaniami folwarcznymi i ziemią został 15 sierpnia 1940 roku odebrany właścicielom i poddany sowietyzacji, i przekazany do Państwowego Funduszu Ziemi już we wrześniu 1940 roku. Wybuch wojny pomiędzy Niemcami i Związkiem Radzieckim zmienił los prawowitych właścicieli. Córka Donatasova Malinauskasa, Maria Stomma wraz z mężem Wiktorem, powrócili do Olwity. Niemcy zajęli połowę dworu, a oborę i piwnice (znajdowały się pod zabudowaniami folwarcznymi) służące kiedyś do przechowywania beczek napełnionych trunkami, zaanektowali na obóz dla jeńców rosyjskich. Pod koniec wojny Maria i Wiktor Stomma wraz z synem Tadeuszem uciekają, dostają się do Stanów Zjednoczonych. Po wojnie utworzono tu powiatową stację traktorów i maszyn rolniczych – MTS. Po latach wnuk Donatasova Malinauskasa, Tadeusz Stomma stara się odzyskać majątek, jak na razie bezskutecznie. Na koniec słów kilka o Donatasie Malinauskasovie. Urodzony 7 marca 1869 roku w Krasławie, litewski polityk, dyplomata, jeden z sygnatariuszy Aktu Niepodległości Litwy, podpisanego 16 lutego 1918 roku. Pochodził z polskiej szlachty, pobierał nauki w Wilnie i Mińsku, akademię rolniczą ukończył w Taborze, gdzie związał się z czeskim ruchem narodowowyzwoleńczym. Powrócił na Litwę, w 1918 roku został wybrany do Litewskiej Rady Państwowej, później zatrudniony w Ministerstwie Spraw Zagranicznych, był dyplomatą w Czechosłowacji i Estonii. W 1940roku aresztowany przez NKWD, zmarł lub został zabity 30 listopada 1942 roku w łagrze w Bijsku na Ałtaju. Podczas mojej ostatniej podróży do Kowna zjechałem z drogi przy Mariampolu. Jest to trasa w kierunku Kaliningradu, mija się m.in. Wyłkowyszki. Do przejechania w bok od głównej drogi wiodącej z Polski do Kowna jest ok. 25 km. Budynek z czerwonej cegły dawnej gorzelni jest pięknie położony u brzegu jeziora i świetnie zachowany, przed wejściem zachował się dawny znak. Budynek nie jest użytkowany, czeka na dzień, w którym powróci do spadkobierców dawnego właściciela, a potem kto wie… Może dawne tradycje powrócą nad jezioro Olwickie.  

12 grudnia 2014 o godz. 10:00

Przemysł gorzelniczy w II Rzeczypospolitej

Pawel Grata

Niezwykle bogaty i ważny z badawczego punktu widzenia materiał archiwalny zebrany przez rzeszowskiego historyka. Książka ukazała się ponad dekadę temu, zgrzebna edytorsko, dziś dostępna wyłącznie na Allegro, ale warto ja przypomnieć, gdyż mimo upływu kolejnych lat nic tej miary się w naszym kraju nie ukazało. Temat gorzelnictwa właściwie nie funkcjonuje w dyskursie publicznym, a przecież przez ponad sto lat była to bardzo ważna gałąź polskiej gospodarki i właściwie niemal jedyny przemysł polskiej wsi. Ogromne zniszczenia I wojny światowej, a potem monopolistyczna polityka państwa sprawiły, że w II RP produkcja spirytusu była niższa niż w czasach rozbiorów, nigdy też nie odbudowano stanu liczebnego gorzelni. Przed I wojną na terenach późniejszej Polski działało 2466 gorzelni, z czego 70% zostało podczas wojny zniszczonych, a 40% nigdy już nie odbudowano. Ani jednak I, ani II wojna światowa, ani Polski Monopol Spirytusowy w II RP, ani monopol w PRL nie dokonały takich spustoszeń w gorzelnictwie rolniczym jakie zaszły w XXI wieku, kiedy liczba pracujących zakładów zmniejszyła się o… ok. 96%. Dziś czynnych jest ok. 50 gorzelni, a i one są na granicy istnienia. Paweł Grata opisuje przemysł od strony gospodarczej – koszty produkcji, zakupu surowców, sprzedaży spirytusu, analizuje zatrudnienie, płace, rynek wewnętrzny i eksport, osobno przedstawia gorzelnie: rolnicze, które w II RP niemal wyłącznie przetwarzały na spirytus ziemniaki (minimalny był udział słodowanego jęczmienia), pejsachowe (działające na potrzeby mniejszości żydowskiej), drożdżowe (mające minimalne znaczenie gospodarcze, działające przy drożdżowniach) i melasowe (jedyne działające w skali przemysłowej). Najciekawsze są rozdziały poświęcone historii działania i organizacji Polskiego Monopolu Spirytusowego. Szkoda, że wciąż nie ma podobnej książki o produkcji alkoholu w II RP oraz o gorzelnictwie i działalności Polmosów w PRL.

11 grudnia 2014 o godz. 09:55

Z Jerofiejewa

Dziela-prawie-wszystkie_Wieniedikt-Jerofiejew

„Jestem człowiekiem wniebogłospijącym”. ~Wieniedikt Jerofiejew

10 grudnia 2014 o godz. 12:39

Książki pod choinką

Dziennik Gazeta Prawna

Rok w rok Polacy zarzekają się, że to właśnie książki są nie tylko najchętniej dostawanym, ale też kupowanym prezentem na Boże Narodzenie. Nie ma co się więc dziwić księgarniom walczącym o świątecznego klienta – pisze dzisiejszy „Dziennik Gazeta Prawna”. W tym roku, jak wynika z badania Deloitte, taki prezent rodem z księgarskiej półki zdeklasował nawet najpopularniejszą rok temu gotówkę. I właśnie książki pod choinką życzy sobie 42 proc. Polaków. – Z zasady grudzień w porównaniu do innych miesięcy w roku jest o 23-30 proc. lepszy, i to jeśli chodzi o liczbę sprzedanych książek – wylicza Łukasz Gołębiewski, specjalista od rynku książki z Biblioteki Analiz. Ale są takie tytuły, typy wydawnictw, które naprawdę mają szansę w tym okresie stać się bestsellerami – zauważa Gołębiewski i wymienia: książki dla dzieci, szczególnie te ładnie ilustrowane, albumy, książki kucharskie, hity literatury światowej.

10 grudnia 2014 o godz. 09:55

Whisky Bible 2015

Whisky bible 2015

W nowym wydaniu „Biblii” Jima Murraya opisanych i ocenionych zostało 4700 whisky, w tym ponad 1140 nowych. Coraz obszerniejsza jest część poświęcona whisky z Europy Zachodniej i Skandynawii, a także Australii, Azji czy Ameryki Południowej. Wciąż jednak ponad połowa (ok. 2500 opisów) dotyczy szkockich whisky słodowych, a do tego dochodzi ok. 400 szkockich whisky mieszanych. Pokaźny udział w publikacji mają też whisky amerykańskie – jest ich ok. 600. Rozrastają się części poświęcone: Irlandii, Japonii czy Indiom, coraz wyższe noty zdobywają whisky angielskie. Jest to dwunasta edycja „Biblii” Murraya, książki – choć bardzo kontrowersyjnej – to niewątpliwie znaczącej dla branży whisky. Ma ona znaczenie marketingowe, prosprzedażowe, ale i wpływa na technologię produkcji trunku. Wiadomo, że Jim Murray słabo ocenia whisky barwione karmelem, więc producenci szanowanych marek odchodzą od tego. Podobno po ogłoszeniu tytułu whisky roku sprzedaż tej marki w ciągu tygodnia jest większa niż w ciągu dwunastu miesięcy. To niewątpliwie wielki sukces autora, nawet jeśli nie jest bezwzględnie autorytetem w świecie whisky i whiskey, to jest postacią szalenie wpływową, zbudował prestiż i markę, która dziś pozwala mu występować niemal w roli papieża wśród koneserów złocistego trunku. Whisky roku została Yamazaki Single Malt Sherry 2013. Po raz pierwszy najwyższy laur u Murraya zdobyła whisky japońska, co więcej – wybór ten nie wzbudził większych kontrowersji. Yamazaki to dziś marka znana i ceniona na całym świecie, symbol japońskiej branży alkoholowej, zwłaszcza jej nowoczesnej twarzy. To także marka o zasięgu globalnym i ogromnych inwestycjach w wielu krajach, koncern Beam-Suntory ma w swoim port folio: whisky szkockie, francuskie koniaki, amerykańskie bourbony, holenderskie wódki i meksykańskie tequile. Sukces Suntory zbudowała jednak whisky Yamazaki, co pokazuje siłę tej egzotycznej jeszcze kilkanaście lat temu marki. Drugie miejsce w zestawieniu za 2013 rok znów zajęła whiskey amerykańska, trzecie zresztą też, są to: William Larue Weller (68,1%) i Sazerac Rye 18 YO (bottled 2013). Najlepszą whisky w kategorii single cask też jest trunek z USA – bourbon Four Roses Limited Edition Barrel 3-4P. Cóż, Szkocja w tym roku bez wyróżnień. Signum tempori czy ekstrawagancja Murraya? Chyba po części jedno i drugie. Według mnie nie do końca celowym jest wspólne ocenianie whisky słodowych i bourbonów czy whiskey żytnich. To są zupełnie inne smaki, inne tradycje, inne surowce, inne technologie. Sazerac Rye 18 YO to oczywiście cudowna whiskey, ale trudno ją zestawiać w porównaniu z Yamazaki, to są jednak inne alkohole, tak jakby porównywać wódkę i gin. W nowej edycji Jim Murray zapowiada rewolucyjne zmiany w swojej „Biblii”. Dotąd w znacznym stopniu jego oceny pochodziły z nadsyłanych przez destylarnie próbek. Jak jednak pisze, przyłapał wielokrotnie producentów na tym, że przysyłają mu w szklanych buteleczkach co innego, niż butelkują na rynek konsumencki. Szkoda, że nie zrobił wstydliwej listy winowajców, może to by wpłynęło na poprawę obyczajów w tej materii. Murray postanowił jednak, że od 2015 roku będzie sam kupował całe butelki, a następnie – po spróbowaniu – resztę odsprzedawał na wtórnym „klubowym” rynku. Klub degustatorów Jima Murraya ma mu pozwolić na finansowanie zakupu butelek, a jednocześnie uczestniczące w tym przedsięwzięciu osoby mają dostarczać własne noty degustacyjne wedle zasad i punktacji stworzonej przez Mistrza. Wyobrażam sobie, że chętnych nie zabraknie. Jim Murray to dziś instytucja, cokolwiek nie zaproponuje, pójdą za nim tłumy wielbicieli.