16 października 2012 o godz. 00:09

Bardziej martwi mnie przyszłość fabuły

Grzegorz Tomasz Albecki na łamach serwisu Ksiazka-Online.pl, "Książki (nie) tylko z górnej półki", zamieścił 15 października 2012 roku rozmowę z Łukaszem Gołębiewskim zatytułowaną "Bardziej martwi mnie przyszłość fabuły".

Gdzie jest czytelnik? Znalazł go Pan w świecie, w którym króluje super-sprzątaczka wraz z Polską pełną talentów?

– Czytelnictwo mediów papierowych spada. Rynek gazet pogrążony jest w kryzysie, z którego już się nie podźwignie, nie tylko dlatego, że czytelnik ma wiele innych atrakcyjnych źródeł informacji, ale też dlatego, że budżety reklamowe lokowane są coraz częściej w kampaniach Google czy w mediach społecznościowych. Książka jeszcze się trzyma, choć w 2011 roku wartość sprzedaży spadła o 8 proc., i to pomimo wzrostu cen. Ten rok też będzie zły, też przyniesie spadek. Pomysłów biznesowych na to, jak zrównoważyć utracone przychody brak, no bo – dla przykładu – jak ma konkurować papierowa encyklopedia z bezpłatną Wikipedią? Ale oczywiście w tym wszystkim najistotniejsze jest pytanie o czytelnika. Wyraźnie widzimy, że pomału przenosi się on w kierunku cyfrowych treści. Cyfrowe czy analogowe, złożone są jednak z liter, analfabetyzm nam zatem nie grozi. Bardziej martwię się o profesjonalnie przygotowane treści – mediów nie stać na zatrudnianie dobrych dziennikarzy, że o korespondentach nie wspomnę, a wydawnictw książkowych nie stać na dobrych redaktorów i korektorów. Jakość treści stale się degraduje. No i kolejna ważna kwestia – czytanie na ekranie nie jest tym samym, czym czytanie na papierze. To inna forma skupienia, inna forma aktywności, a coraz częściej także inny sposób przygotowania treści. Dlatego bardziej martwi mnie przyszłość fabuły, niż samego czytelnictwa.

Czy możemy już mówić o końcu książki tradycyjnej i przyzwyczajać się do książki elektronicznej?

– Moim zdaniem zdecydowanie tak. Jest kwestią najpóźniej roku, gdy każdy będzie miał w kieszeni tablet, tak jak każdy ma dziś telefon komórkowy – za złotówkę. Mając w rękach wygodne urządzenie do odczytu, będziemy z niego korzystać na wiele sposobów, badania przeprowadzone w USA pokazują, że użytkownicy tabletów bardzo chętnie używają ich do czytania książek, oczywiście jeszcze chętniej do czytania prasy. Według badań jakie przeprowadziła firma eMarketer już teraz 58 proc. Amerykanów, którzy używają tabletów, płaci za ściągane e-booki.

Jak ocenia Pan działania wydawnictw, które mają promować książki i czytanie? Czy jednak w pogoni za sprzedażą nie zgubiła się idea znalezienia czytelnika?

– Bez czytelnika nie ma sprzedaży, nie ma bestsellerów. Wydawcy mają tego świadomość. Pozostają jednak dwie nierozwiązane kwestie. Pierwsza, to dystrybucja. Jest ona obecnie zbyt kosztowna (ok. połowa ceny książki to marża dystrybutora), a promocja w miejscu sprzedaży – najbardziej skuteczna – to już jest koszt ponad możliwości większości książek. Po drugie, rynek pogrążony jest od dwóch lat w kryzysie. Nie tylko spadają przychody, wydłuża się okres oczekiwania na należności od sprzedawców, spadają zamówienia z księgarń, szczególnie z Empiku, w rezultacie ukazuje się mniej nowości, a co najgorsze – bezlitośnie cięte są budżety promocyjne. A bez promocji książka z trudem przebija się w gąszczu innych atrakcyjnych informacji. Pamiętajmy, że konkuruje nie tylko z innymi książkami, ale też z: internetem, grami komputerowymi, telewizją, kinem, muzyką etc.

Pisze Pan w „Gdzie jest czytelnik” o problemie konsumowania dóbr kultury za darmo? Jak walczyć z tym zjawiskiem? Czy w ogóle walczyć?

– Walczyć się nie da. Odbiorca chce mieć treści za darmo, bo to co cyfrowe jest łatwe do powielenia i dalszej dystrybucji. Walka z odbiorcą w ogóle nie ma sensu. Karanie, czy nazywanie „złodziejami” ludzi, którzy ściągają z sieci muzykę, filmy czy książki, to droga do nikąd. Przekonali się o tym boleśnie producenci muzyki. To lekcja, która wydawcom powinna dawać do myślenia. Zamiast zatem walczyć, lepiej zaoferować taki system, który usatysfakcjonuje obydwie strony. Ten system, to abonament. Tak działają telewizje cyfrowe. Oglądamy „Animal Planet” w ramach opłaty za telewizję kablową i nie zastanawiamy się, ile nas kosztuje godzina programu. Zarówno wydawcy, jak i autorzy, jak i dostawcy usług mobilnych (firmy telekomunikacyjne), jak i dostawcy kabla (providerzy internetu) będą zainteresowani w takich usługach – wszyscy rozpaczliwie szukają nowych źródeł przychodów i skutecznej walki z „piractwem”. Stała miesięczna opłata może otwierać dostęp do nieograniczonych zasobów treści – w pełni legalnie, „pirackie” zniknie. Opłata doliczana np. do usług mobilnych. Są też inne możliwe rozwiązania, jak np. opłaty na rzecz organizacji zbiorowego zarządzania, ale pomysł z abonamentem najbardziej mi się podoba.

A może czytelnik jest w bibliotece? Kryzys wysłał go tam bo książki drożeją, a on stracił pracę i wypełnia swój wolny czas czytaniem?

– Rola bibliotek też się zmienia, w coraz mniejszym stopniu jest to miejsce wypożyczania i gromadzenia księgozbiorów. Im więcej książek będzie dostępnych w sieci, im łatwiejszy będzie do nich dostęp, tym rzadziej będziemy korzystać z tradycyjnych zbiorów bibliotecznych. Ale przytoczę – trochę obszernie – bardzo ciekawe wyniki badań, które są dobrą wskazówką dla przyszłości bibliotek. Otóż dziś z bibliotek publicznych korzysta jedna trzecia mieszkańców małych miejscowości – wynika z raportu „Po co Polakom biblioteki?”, przygotowanego po trzech latach realizacji Programu Rozwoju Bibliotek przez Pracownię Badań i Innowacji Społecznych „Stocznia”. Ludzie przychodzą tam nie tylko po książki – w bibliotekach spędzają wolny czas, szukają potrzebnych informacji. Dla niemal 200 tys. osób to jedyne miejsce, gdzie mogą skorzystać z internetu. Dla młodych ludzi biblioteka to przede wszystkim miejsce spotkań i spędzania wolnego czasu. Oglądają tu filmy, dyskutują o książkach, grają na komputerze, mogą wziąć udział w warsztacie fotograficznym czy kółku teatralnym. Książki i internet pomagają im też w nauce. Blisko 700 tys. dorosłych osób załatwia w bibliotekach codzienne sprawy. Przychodzą tu, żeby zapłacić przez internet rachunki, sprawdzić rozkład jazdy autobusów, dowiedzieć się, w jakich godzinach przyjmuje lekarz. Biblioteka pomaga im także w poszukiwaniu pracy. 100 tys. mieszkańców małych miejscowości wykorzystuje komputery w bibliotekach do pisania życiorysów, listów motywacyjnych lub do kontaktowania się z pracodawcami. Internet ułatwia im również kontakt z rodziną i znajomymi. Badanie zostało przeprowadzone w 3327 placówkach bibliotecznych objętych Programem Rozwoju Bibliotek.

Z czego wynika fenomen iPada, który przebija inne – klasyczne czytniki książek elektronicznych?

– Z ładnego opakowania, dobrej promocji i z tego, że byli pierwsi na rynku. Apple jest mistrzem designu, tworzy piękne gadżety, pod tym względem są niedoścignieni. I tyle. Może jeszcze dodać należy bogaty wybór aplikacji, ale Google Play nie pozostaje daleko w tyle. Sam korzystam z Samsunga Galaxy z systemem Android. Nie podoba mi się zamknięta architektura produktów Apple. Czekam, kiedy wreszcie Google da polskim użytkownikom dostęp do zasobów e-booków w Google Books.

Czytając o zmianach, jakie zachodzą na rynku książki ważne jest pytanie, czy w najbliższej przyszłości dzieci będą rodzić się z genem ISBN?

– Tego nie wiem. Chciałbym. Rolą rodziców, nauczycieli, wydawców, bibliotekarzy, księgarzy, dziennikarzy, krytyków literackich, pisarzy i wszystkich, którym leży na sercu przyszłość może nie samej książki, ale fabuły, jest zaszczepiać ten gen. Ale czy się uda? Nie jestem tego wcale pewien.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 lutego 2019 o godz. 12:16

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 25-001

Ukazał się nowy numer (1/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

17 lutego 2019 o godz. 17:58

Kartka ze Lwowa (12) Restauracja Baczewskich

Restauracja Baczewski we Lwowie (8)

W centrum Lwowa, przy ulicy Szewskiej 8, powstała w 2015 roku restauracja Baczewskich – Ресторація Бачевських. Wchodzi się przez sklepik z oryginalnymi wódkami J.A. Baczewski z Austrii, a także z własnymi nalewkami w butelkach noszących logo restauracji, są tu też: książki, widokówki, kieliszki, gadżety. Zaprezentowano też stare materiały reklamowe oraz oryginalne stare butelki po wódkach Baczewskiego. Przy wejściu do restauracji jest recepcja, a sama sala restauracyjna prezentuje się niezwykle elegancko. Na dole zaś jest koktajl-bar oraz wybór kilkudziesięciu smaków nalewek, które dojrzewają w szklanych zbiornikach od kilku miesięcy do nawet trzech lat. Część smaków dostępnych jest wyłącznie w barze, ale ponad 30 można kupić w firmowych butelkach i w miniaturkach.

16 lutego 2019 o godz. 23:36

Kartka ze Lwowa (11) Muzeum Piwa

Browar we Lwowie (2)

Львиварня, czyli Muzeum Piwa we Lwowie, które miastu zafundował Carlsberg, właściciel miejskiego browaru. Pierwsza ekspozycja powstała w 2005 roku (290 lecie powstania browaru) i była dziełem pracowników. Obecnie kompleks jest po gruntownej rekonstrukcji i można go zaliczyć do najnowocześniejszych muzeów na Ukrainie. Zebrano tu eksponaty związane z lwowskim piwowarstwem, ale również z samym miastem i jego biesiadną historią. Szeroko została przedstawiona technologia produkcji. Zwiedzanie jest interaktywne, można niemalże stworzyć własne piwo, wsłuchać się w gwar lwowskiej ulicy, baciarskich melodii. Budynek jest trzykondygnacyjny. Na drugim piętrze stworzono przestrzeń kulturalną z salami wystawienniczymi i konferencyjnymi. Jest tu również obszerna sala degustacyjna. Za niewielką dopłatą do biletu można skosztować czterech piw: Lager (Lvivskie 1715), Unfiltered Lager (Biały Lew), Ale i Dark Lager (Ciemne Lwowskie).

15 lutego 2019 o godz. 20:11

Kartka ze Lwowa (10) Dawna fabryka wódek Jana Muszyńskiego

Muszynski Old Distillery (1)

Na ulicy Drukarskiej, która dochodzi do lwowskiego Rynku, pod numerem 3 znajduje się kamienica „Pod Matką Boską”, która kiedyś należała do lwowskiego kupca Stancla Szolca. W podwórzu budynku mieściły się liczne magazyny towarów. W lokalu parterowym na początku XIX w. mieściła się fabryka likierów i wódek Jana Muszyńskiego.

14 lutego 2019 o godz. 09:10

Kartka ze Lwowa (9) Muzeum Farmacji

Muzeum Farmacji we Lwowie (11)

Przy samym Rynku na ulicy Drukarskiej pod numerem 2 mieści się niezwykłe muzeum. Wejście do sal muzealnych biegnie przez działającą tu od 1775 roku do dziś aptekę. Poszczególne pomieszczenia to interesujące wnętrza apteczne z bogatym wyposażeniem. Trasę kończy się w świetnie zachowanych piwnicach wraz z pracownią alchemiczną. Czynne w godzinach 9.-19.00. Bilet kosztuje 30 hrywien.

13 lutego 2019 o godz. 15:34

Kartka ze Lwowa (8) Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego

Muzeum Etnograficzne (2)

Pod numerem 15 Prospektu Swobody w dawnym budynku Galicyjskiej Kasy Oszczędności, wybudowanej w latach 1874-1891 wg projektu Juliana Zachariewicza, mieści się obecnie Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego. Utworzone w 1951 roku na bazie Muzeum Przemysłu Artystycznego oraz Muzeum Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki. Na attyce budynku zauważyć można grupę rzeźb pt. Oszczędność, której autorem był Leonardo Marconi. Wnętrze jest imponujące – monumentalne marmurowe schody, bogato zdobione ściany i sufity. Znajdują się tu zbiory folklorystyczne akcentujące przeszłość Ukrainy. Ciekawa ekspozycja znajduje się na pierwszym piętrze – polski plakat Art Déco, plakaty Alfonsa Muchy, plakaty antyalkoholowe z lat 20. XX wieku, kolekcja starych butelek, w tym z zakładów Baczewski czy Kosecki. Jest też bardzo ładna kolekcja kielichów, kieliszków i karafek z różnych okresów dziejów miasta.

12 lutego 2019 o godz. 08:22

Kartka ze Lwowa (7) Wizyta w fabryce wódek Hetman

Hetman (19)

Горілчаний завод Гетьман ulokowany jest we Lwowie naprzeciwko dawnego zakładu Baczewskiego. Firma odwołuje się zresztą bezpośrednio do tradycji wódek Baczewskiego, w materiałach informacyjnych umieszczona jest data 1782, kiedy powstał zakład Baczewskiego (jeszcze nie ten po drugiej stronie ulicy, ale 44 km od Lwowa), a na butelkach wódek Monopoly jest charakterystyczna rycina przedstawiająca starą fabrykę Baczewskiego w XIX wieku. W rzeczywistości jednak historia marki wódki Hetman sięga 1996 roku, zaś obecny lwowski zakład powstał w 2002 roku w miejscu dawnej rozlewni win owocowych.

11 lutego 2019 o godz. 08:46

Kartka ze Lwowa (6) Lwowski Zakład Likierów i Wódek

Lvivski Gorichanyi Zavod (2)

Львівський лікеро-горілчаний завод mieści się w starym kompleksie fabrycznym, firma powstała w 1931 roku, jako gorzelnia i rektyfikacja. Kontynuowała działalność wcześniejszych Zakładów Produkcji Wódek nr 10 we Lwowie, działających w innej lokalizacji od 1842 roku. Znacjonalizowana w 1939 roku, w latach ZSRR była jednym z trzech największych zakładów produkujących alkohol na Ukrainie (mimo zlikwidowania własnej rektyfikacji), oferując wódki i likiery oraz ocet, działając wówczas jako Lwowski Zakład Likierów i Wódek nr 2. Obecnie firma jest własnością grupy Ukrspirt. W latach 1995-1996 zakład został zmodernizowany i rozbudowany. Mają osiem własnych sklepów firmowych, zatrudniają 360 osób. Ich oferta obejmuje ok. 70 produktów alkoholowych, w tym wiele rodzajów wódek i likierów. Wódki poddawane są filtracji węglem drzewnym i piaskiem kwarcowym. Firma nadal jest jednym z głównych na Ukrainie producentów octu.

10 lutego 2019 o godz. 09:54

Kartka ze Lwowa (5) Z dawnej fabryki Baczewskiego pozostały ruiny

Baczewski old distillery (2)

Brama pomalowana na mało gustowny łososiowy róż a nad nią napis Almazinstrument, za nią budynek dawnego dworu, na szczycie poddasza ozdobiony datą 1782, przy bramie tablica pamiątkowa – tutaj swoją fabrykę miał Layb Baczeles, który do historii przeszedł jako Józef Adam Baczewski. Na tablicy pamiątkowej, założonej całkiem niedawno, lakoniczna informacja, że w 1782 roku powstała fabryka alkoholi we wsi Wybranówka (to ok. 44 km od Lwowa), że obecne budynki fabryczne w większości powstały w 1908 roku według projektu architekta Władysława Sadłowskiego, a wcześniej Baczewski zakupił we Lwowie dwór hrabiów Cieleckich. Po II wojnie światowej mieścił się tutaj zakład Almazinstrument, produkujący narzędzia ścierne z diamentową warstwą roboczą. Wtedy też kolejny raz kompleks był przebudowany.

9 lutego 2019 o godz. 09:56

Kartka ze Lwowa (4) Nalewki ze Lwowa

Nalewki zi Lwowa (6)

Наливки зі Львова to sieć sklepów i barów oraz marka nalewek. Mają swoje punkty we Lwowie, Kijowie, Odessie, Charkowie, Dnieprze i w Warszawie w Blue City. Oryginalny wystrój, pastelowe kolory, grafiki w stylu galicyjskich karykatur, bańki z nalewkami, butelki różnych objętości, od setki zaczynając, możliwość degustacji także w formie „desek degustacyjnych” (4×30 ml dowolnych smaków) – to tworzy klimat. Za koncept odpowiada Holding Akurat – sieć sklepów, restauracji, kawiarni, barów, parków rozrywki, usługi hotelarskie, łowieckie i nalewkarnie. Poza nalewkami robią wina owocowe. Nalewki zestawiane są z naturalnych komponentów na: trawach, ziołach, korzeniach, jagodach, owocach i warzywach, a także kawowe i czekoladowe nalewki. To ponad 30 smaków, moc od kilkunastu procent do ponad pięćdziesięciu, w tym np.: na czerwonych burakach, dyni, korzeniu żeń-szenia, płatkach róż, liściach melisy. Jest kilka oryginalnych kompozycji ziołowych: Karpatski, 12 Ziół, Stary Lwów.