13 marca 2013 o godz. 20:29

Badania czytelnictwa Biblioteki Narodowej

Cywilizacja bez książki
/wp-content/uploads/2013/03/czytelnictwo-2013-4

„Ludzie formalnie wysoko wykształceni w sensie kulturowym już niekoniecznie są inteligentami. 34 proc. Polaków z wykształceniem wyższym nie przeczytało w ciągu ostatniego roku żadnej książki, 20 proc. w ciągu ostatniego miesiąca nie przeczytało tekstu o objętości trzech stron lub dłuższego artykułu w prasie, 17 proc.  nie przypomina sobie, żeby w ciągu ostatniego roku czytało jakąkolwiek prasę” – do tak zatrważających wniosków dochodzą w swoim komentarzu do badań Biblioteki Narodowej Roman Chymkowski we współpracy z Izabelą Koryś i Olgą Dawidowicz-Chymkowską, analizując ostatnie dane dotyczące czytelnictwa w Polsce.
„Przyjmując, że ilościową miarą bycia rzeczywistym czytelnikiem jest deklaracja przeczytania siedmiu lub więcej książek w ciągu roku, należy podtrzymać twierdzenie sprzed dwóch lat o stabilności tej kategorii społecznej (kilkuprocentowe wahania głównego wskaźnika czytelnictwa w trzech ostatnich badaniach wynikają z odpowiedzi, jakich udzielali czytelnicy sporadyczni). W 2012 roku osób, które można uznać za rzeczywistych czytelników, było 11 proc. Warto przypomnieć, że w ciągu dekady 1994-2004 odsetek takich osób wynosił 22-24 proc. i to właśnie spadek do obecnego poziomu, jaki dokonał się pomiędzy 2004 a 2008 rokiem, należy uznać za najważniejszą zmianę w postawach Polaków wobec czytania książek” – alarmują autorzy komentarza do badania.

39 proc. Polaków czyta incydentalnie, reszta wcaleZ badań wynika, że w 2012 roku incydentalny kontakt z książką zadeklarowało 39 proc. Polaków, a książka jest tu rozumiana zarówno jako beletrystyka, jak i jako encyklopedia czy e-book (przy czym autorzy komentarza nie wyjaśniają, czy np. hasła w Wikipedii również traktowane są w badaniu jako kontakt z książką; swoją drogą sam nie wiem jak należy traktować Wikipedię). Badania wskazują na 5 proc. spadku czytelnictwa książek w stosunku do 2010 roku i jeden procent więcej niż w katastrofalnym – w świetle tych analiz – 2008 roku.
Pisałem wielokrotnie, że można mieć zastrzeżenie do jakości tych badań (szczególnie w 2008 roku), co niesłychanie utrudnia tego typu porównania w czasie, nie mniej bardzo zły stan czytelnictwa w ostatnim okresie jest wyraźnie widoczny, znajduje też potwierdzenie w danych z rynku wydawniczego i księgarskiego, który w okresie 2011-2012 notował spadki. Trudno też nie przyznać racji autorom komentarza, których wymowę dobrze oddają śródtytuły raportu: „Czytelnictwo ustabilizowało się na niskim poziomie”, „Starsi dają zły przykład”, „Młodzi niedoczytani” czy „Czytają dzieci rodziców wykształconych”.

Nie grozi nam analfabetyzmPrzy czym mitem jest, że dawni czytelnicy książek papierowych, obecnie czytają e-booki. „Tylko 2 proc. osób nieczytających w 2012 roku kiedykolwiek czytało e-booka. Korzystanie z e-booków charakteryzuje przede wszystkim tych, którzy czytają siedem i więcej książek w ciągu roku, wśród nich aż 20 proc. przynajmniej raz miało w przeszłości do czynienia z książka elektroniczną” – czytamy w analizie badań. Jednocześnie jednak kompetencje czytelnicze Polaków wcale się nie zmniejszają, nie grozi nam wtórny analfabetyzm, jak próbują straszyć media, następuje zwyczajnie odwrót od książki jako zapisu linearnego, a więc przedefiniowanie czytelniczego uczestnictwa w kulturze. Przedefiniowanie moim, ale też autorów badań zdaniem, szalenie niebezpieczne. Pod znakiem zapytania stoi przyszłość fabuły (warto w następnych badaniach takie pytanie sformułować wprost), w szczególności powieści, ale zapewne też reportażu i eseistyki – jako dłuższych form wypowiedzi. W świetle badań w 2012 roku aż o 6 proc. wzrosła liczba osób, które zadeklarowały, że w ciągu ostatniego miesiąca przeczytały tekst o długości co najmniej trzech stron (nie ważne czy w książce, gazecie czy w internecie). Pomijając wspomniane już wątpliwości dotyczące porównywalności badań, to znów wnioski są absolutnie słuszne. Autorzy raportu podsumowują: „zwiększanie się liczby ludzi, którzy mają wystarczające kompetencje i motywację, aby obcować ze stosunkowo długimi tekstami, a jednocześnie unikają lektury książek, wydaje się szczególnie dobitnie świadczyć o malejącej roli tych ostatnich w całości współczesnych praktyk czytelniczych. Można dodać, że ta reorientacja na inne niż czytanie książek formy obcowania z tekstem, dotyczy także tych kategorii respondentów, w przypadku których spadek zainteresowania książkami w ostatnim czasie zaznaczył się szczególnie silnie – nastolatków oraz osób z wykształceniem wyższym. Warto zauważyć, że najmłodsi czytelnicy wykazują tendencję do tego, by nie czytać książek w całości. Z jednej strony wynika to zapewne ze sposobu nauczania języka polskiego, z drugiej wiąże się z dostępnością bardziej syntetycznych form tekstowych – wpisów na blogach czy portalach społecznościowych – które łatwiej i lepiej zaspokajają pewien repertuar potrzeb czytelniczych niż na przykład narracja powieściowa”. Wydaje się, że tendencja ta będzie się nasilać i prawdopodobnie już dotyczy także innych niż literatura mediów, w tym takich jak film czy nawet muzyka. Natychmiastowy dostęp do wszelkich treści, łatwość skakania z leksji do leksji (fragmentów tekstów połączonych hiperlinkiem), ale i łatwość przeskakiwania pomiędzy formami przekazu, w tym przewijania cyfrowych fragmentów muzyki i obrazu – wszystko to sprawia, że obecnie obcowanie z kulturą (mediami) bardziej przypomina skakanie pilotem po kanałach telewizyjnych niż uczestnictwo w przekazie w skupieniu, że o żmudnym czytaniu książki nie wspomnę. Konsument z zadowoleniem przyjmuje wielomedialną papkę, na ogół bez skupienia, a już z pewnością bez skupienia należnego lekturze fabuły czy eseistyki. Wystarczy wejść na YouTube i zobaczyć jak pocięte są filmy fabularne – na fragmenty, które mają po 7-8 minut, żeby przekonać się, że czeka nas kultura poćwiartowana, wyzbyta z pierwotnej intencji twórcy. Przynajmniej dawnej intencji, bo twórcy będą musieli szukać nowych form ekspresji, przystosowanych do oczekiwań i percepcji widza / czytelnika. Te badania czytelnictwa, jak i wiele innych badan przeprowadzanych w ostatnich latach w Europie Zachodniej, dowodzą, że kończy się pewna forma uczestnictwa w kulturze – oparta na linearnym przekazie od twórcy do odbiorcy. Odbiorca aspiruje do miana co najmniej (współ)twórcy, a jego potrzeba nie tylko zaburza, wręcz niszczy dotychczasowy linearny przekaz. Nie wiemy jak w tej rzeczywistości odnajdzie się dawny przemysł wydawniczy (producencki, nagraniowy, filmowy etc)?, czy znajdzie się miejsce dla księgarń?, jaka rola przypadnie bibliotekom?, pewne jest natomiast, że twórcy formę nowej komunikacji wypracują. Tylko, że jej otwarty charakter z jednej strony może eliminować jakiegokolwiek pośrednika, z drugiej – rodzi obawy o jakość produkowanych treści. Czy w ogóle uda się zachować jakiekolwiek sito – choćby w postaci redaktora i korektora (pozostając w świecie tekstu)? Mam co do tego obawy, a z drugiej trony – nie wyobrażam sobie, żeby kultura wysoka bez takiego sita mogła się rozwijać. To samo dotyczy oczywiście prasy. Sztandarowy przykład Wikipedii, jako udanego przedsięwzięcia nowej kultury opartej na entuzjazmie amatorów, jest być może budujący, ale pamiętajmy, że wciąż osamotniony. Ani jedno dzieło, które powstało w internecie, nie tylko nie dostało literackiej nagrody Nobla, ale na dobrą sprawę ani jedno w ogóle nie zwróciło uwagi jakichkolwiek opiniotwórczych gremiów, przy czym nie wydaje mi się, żeby powodem był konserwatyzm krytyków. Po prostu wysokiej jakości treści wciąż powstają z udziałem redaktora, korektora, dobrego tłumacza.

Czytanie czytaniu nie równeWarto tu przytoczyć niezwykle ciekawy fragment analizy zatytułowany „Są dwa różne sposoby czytania”. Autorzy raportu piszą: „Jak dowodzą eksperymentalne badania laboratoryjne przeprowadzone przez BN we współpracy Ośrodkiem Przetwarzania Informacji, czytanie tekstu linearnego i hipertekstu to dwie bardzo różne sytuacje, przy czym owe różnice dotyczą nie tylko fizjologicznego aspektu czytania (sakady i fiksacje gałki ocznej), ale także procesów poznawczych zachodzących w umyśle człowieka czy wielkości angażowanej w czytanie pamięci operacyjnej. Badania te pokazały również, jak typowe dla sposobu organizacji wielu serwisów internetowych środki osłabiają koncentrację na lekturze linearnych komunikatów pisanych. Krok dalej – w ślad za intuicjami wyrażonymi w pracach amerykańskich uczonych – pozwalają wykonać badania jakościowe przeprowadzone przez BN we współpracy z Grupą IQS w listopadzie 2012 roku. Uzyskane na drodze wywiadów narracyjnych autorozpoznania wysoko wykształconych czytelników świadczą o tym, że codzienne obcowanie z komunikatami zorganizowanymi w formie krótkich wypowiedzi hipertekstowych, którym towarzyszą materiały audiowizualne, formatuje umysły ich użytkowników w taki sposób, że coraz trudniej jest im skupić się na lekturze stosunkowo długiego linearnego tekstu. Być może to właśnie stałe podleganie oddziaływaniu elektronicznych form komunikacji tekstowej – obok specyfiki współczesnej dydaktyki języka polskiego – wyjaśnia, dlaczego najmłodsi badani szczególnie często przyznają się do czytania jedynie fragmentów książek. Wypowiedzi badanych wskazują na to, że w świadomości społecznej wyraźnie zarysowują się dwa pojęcia czytania. Z jednej strony jest to, które odnosi się do czynności będącej dobrowolnym czytaniem w czasie wolnym drukowanego kodeksu zawierającego prozę literacką lub popularnonaukową. Z drugiej strony jest wymuszone czynnikami zewnętrznymi czytanie użytkowe. Te dwa rodzaje czytania badani bardzo wyraźnie różnicują. Czytanie użytkowe w coraz większym stopniu wydaje się być związane z krótkimi formami tekstowymi dostępnymi w internecie użytkowanym za pomocą wielorakich urządzeń – komputerów stacjonarnych i przenośnych, tabletów czy smartfonów. Czytanie w sensie bardziej tradycyjnym jest praktyką bycia gdzie indziej, oderwania – przynajmniej do pewnego stopnia – od przymusów doraźnej bezpośredniości codziennych obowiązków; z tego punktu widzenia lektura tego rodzaju przedstawia się jako praktyka ekskluzywna właściwa tym, którzy nie tylko posiadają dostateczne kompetencje kulturowe, ale także dysponują czasem niepoddanym segmentacji na krótkie odcinki”. 

Dbać o czytającą mniejszośćTo są rozważania tylko częściowo obok wyników badań czytelnictwa. Badania Biblioteki Narodowej nie pokazują bowiem, że mamy durne społeczeństwo, które nie czyta książek, raczej wynika z nich, że jesteśmy świadkami cywilizacyjnej zmiany. Ludzie już nie będą czytać więcej niż dotychczas, dawne czasy nie wrócą. Tym bardziej dbać należy o tę grupę, która jeszcze chce czytać! Rolą wydawcy, księgarza, bibliotekarza, dziennikarza w najbliższych latach będzie „dopieszczanie” tej czytającej mniejszości. Jak najpilniej trzeba też zmienić programy nauczania w szkole, tak by w maksymalny sposób pobudzały zainteresowanie czytaniem w formie tradycyjnej, nie czytanie fragmentaryczne. Kultura pokawałkowana, napisałbym, że okaleczona, czeka nas nieuchronnie, ale oby okres przejściowy trwał na tyle długo, byśmy zdążyli znaleźć takie formy dbałości o przekaz, które nowej kulturze zapewnią porównywalnie wysoką jakość.
O kogo zatem należy dbać? Badania częściowo dają na to odpowiedź: „Jak zwykle, czytanie książek deklaruje więcej kobiet niż mężczyzn. Bardziej rozbudowane narzędzie pozwoliło także stwierdzić, że kobiety czytają więcej książek i oddają się lekturze z większą częstotliwością niż mężczyźni. Gdy badanych poproszono o wskazanie motywów, dla których sięgnęli po czytaną książkę, kobiety częściej niż mężczyźni wskazywały relaks i rozrywkę, czytelnicy zaś częściej niż czytelniczki preferowali lektury służące ich rozwojowi i poszerzeniu wiedzy o świecie. Poziom czytelnictwa książek rośnie wraz z wykształceniem badanych. Z wyższym wykształceniem szczególnie wyraźnie wiąże się czytelnictwo bardziej systematyczne (od 1 do 6 książek rocznie czyta 30 proc. czytelników ze średnim wykształceniem i 40 proc. – z wyższym, powyżej 6 książek rocznie – tylko 11 proc. badanych ze średnim wykształceniem i 23 proc. z wyższym). Wykształceni respondenci częściej niż przeciętnie czytają dla celów zawodowych (choć i u nich nie zdarza się to często – po książkę z tego powodu sięga 8 proc. czytelników z wyższym wykształceniem i 4 proc. wszystkich czytelników) oraz z chęci poszerzenia wiedzy i dla własnego rozwoju. Ludzie wykształceni także częściej niż przeciętnie wymieniają książki, które przeczytali w całości”. I dalej: „Wiele wskazuje na to, że czytanie książek to zachowanie habitusowe – „dziedziczone” po rodzicach. Wyższe wykształcenie przynajmniej jednego z rodziców silnie koreluje z nawykiem czytania”. Autorzy badania konstatują też, z czym trudno się nie zgodzić, że: „poziom bibliotek w dużym stopniu decyduje o czytelnictwie”.
Do tego dodałbym jeszcze znaczenie rosnącej liczby wartościowych blogów poświęconych literaturze, z ambitnymi omówieniami kontekstów, ale i z bieżącą informacją o tym, co warto czytać i dlaczego warto. Nie bez znaczenia są kampanie społeczne wspierające czytanie dzieciom oraz dofinansowanie profesjonalnych mediów poświęconych kulturze, a z czasem pewnie także dofinansowanie (np. w formie stypendiów) pracy redaktorów i profesjonalnych tłumaczy. Bez świadomej polityki państwa kultura w jej dotychczasowym wymiarze długo nie przetrwa. A będę się upierał, że na nowe formy przekazu społeczeństwo nie jest jeszcze przygotowane, a już na pewno nie są na nie przygotowane media, w tym wydawcy książek i prasy. Rozpoznajmy najpierw nowe formy ekspresji i nowe potrzeby odbiorcy, nauczmy się je zaspokajać na wysokim poziomie, a wówczas dopiero będziemy mogli poddać się rygorowi cywilizacyjnych przemian, które w znacznym stopniu zostały uruchomione (i zainspirowane) przez technologię.

Komentarz dla “Badania czytelnictwa Biblioteki Narodowej

  1. elita

    A ja dzisiaj zwróciłem bibliotece ok. 20 pożyczonych ze trzy tygodnie temu (i przeczytanych) książek. To kurwa wychodzi, że ja jakaś elita kultury jestem… Szkoda tylko, że w kraju tworzonym przez kretynów i półanalfabetów.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

19 lutego 2019 o godz. 12:16

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 25-001

Ukazał się nowy numer (1/2019) magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

17 lutego 2019 o godz. 17:58

Kartka ze Lwowa (12) Restauracja Baczewskich

Restauracja Baczewski we Lwowie (8)

W centrum Lwowa, przy ulicy Szewskiej 8, powstała w 2015 roku restauracja Baczewskich – Ресторація Бачевських. Wchodzi się przez sklepik z oryginalnymi wódkami J.A. Baczewski z Austrii, a także z własnymi nalewkami w butelkach noszących logo restauracji, są tu też: książki, widokówki, kieliszki, gadżety. Zaprezentowano też stare materiały reklamowe oraz oryginalne stare butelki po wódkach Baczewskiego. Przy wejściu do restauracji jest recepcja, a sama sala restauracyjna prezentuje się niezwykle elegancko. Na dole zaś jest koktajl-bar oraz wybór kilkudziesięciu smaków nalewek, które dojrzewają w szklanych zbiornikach od kilku miesięcy do nawet trzech lat. Część smaków dostępnych jest wyłącznie w barze, ale ponad 30 można kupić w firmowych butelkach i w miniaturkach.

16 lutego 2019 o godz. 23:36

Kartka ze Lwowa (11) Muzeum Piwa

Browar we Lwowie (2)

Львиварня, czyli Muzeum Piwa we Lwowie, które miastu zafundował Carlsberg, właściciel miejskiego browaru. Pierwsza ekspozycja powstała w 2005 roku (290 lecie powstania browaru) i była dziełem pracowników. Obecnie kompleks jest po gruntownej rekonstrukcji i można go zaliczyć do najnowocześniejszych muzeów na Ukrainie. Zebrano tu eksponaty związane z lwowskim piwowarstwem, ale również z samym miastem i jego biesiadną historią. Szeroko została przedstawiona technologia produkcji. Zwiedzanie jest interaktywne, można niemalże stworzyć własne piwo, wsłuchać się w gwar lwowskiej ulicy, baciarskich melodii. Budynek jest trzykondygnacyjny. Na drugim piętrze stworzono przestrzeń kulturalną z salami wystawienniczymi i konferencyjnymi. Jest tu również obszerna sala degustacyjna. Za niewielką dopłatą do biletu można skosztować czterech piw: Lager (Lvivskie 1715), Unfiltered Lager (Biały Lew), Ale i Dark Lager (Ciemne Lwowskie).

15 lutego 2019 o godz. 20:11

Kartka ze Lwowa (10) Dawna fabryka wódek Jana Muszyńskiego

Muszynski Old Distillery (1)

Na ulicy Drukarskiej, która dochodzi do lwowskiego Rynku, pod numerem 3 znajduje się kamienica „Pod Matką Boską”, która kiedyś należała do lwowskiego kupca Stancla Szolca. W podwórzu budynku mieściły się liczne magazyny towarów. W lokalu parterowym na początku XIX w. mieściła się fabryka likierów i wódek Jana Muszyńskiego.

14 lutego 2019 o godz. 09:10

Kartka ze Lwowa (9) Muzeum Farmacji

Muzeum Farmacji we Lwowie (11)

Przy samym Rynku na ulicy Drukarskiej pod numerem 2 mieści się niezwykłe muzeum. Wejście do sal muzealnych biegnie przez działającą tu od 1775 roku do dziś aptekę. Poszczególne pomieszczenia to interesujące wnętrza apteczne z bogatym wyposażeniem. Trasę kończy się w świetnie zachowanych piwnicach wraz z pracownią alchemiczną. Czynne w godzinach 9.-19.00. Bilet kosztuje 30 hrywien.

13 lutego 2019 o godz. 15:34

Kartka ze Lwowa (8) Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego

Muzeum Etnograficzne (2)

Pod numerem 15 Prospektu Swobody w dawnym budynku Galicyjskiej Kasy Oszczędności, wybudowanej w latach 1874-1891 wg projektu Juliana Zachariewicza, mieści się obecnie Muzeum Etnografii i Rzemiosła Artystycznego. Utworzone w 1951 roku na bazie Muzeum Przemysłu Artystycznego oraz Muzeum Towarzystwa Naukowego im. Szewczenki. Na attyce budynku zauważyć można grupę rzeźb pt. Oszczędność, której autorem był Leonardo Marconi. Wnętrze jest imponujące – monumentalne marmurowe schody, bogato zdobione ściany i sufity. Znajdują się tu zbiory folklorystyczne akcentujące przeszłość Ukrainy. Ciekawa ekspozycja znajduje się na pierwszym piętrze – polski plakat Art Déco, plakaty Alfonsa Muchy, plakaty antyalkoholowe z lat 20. XX wieku, kolekcja starych butelek, w tym z zakładów Baczewski czy Kosecki. Jest też bardzo ładna kolekcja kielichów, kieliszków i karafek z różnych okresów dziejów miasta.

12 lutego 2019 o godz. 08:22

Kartka ze Lwowa (7) Wizyta w fabryce wódek Hetman

Hetman (19)

Горілчаний завод Гетьман ulokowany jest we Lwowie naprzeciwko dawnego zakładu Baczewskiego. Firma odwołuje się zresztą bezpośrednio do tradycji wódek Baczewskiego, w materiałach informacyjnych umieszczona jest data 1782, kiedy powstał zakład Baczewskiego (jeszcze nie ten po drugiej stronie ulicy, ale 44 km od Lwowa), a na butelkach wódek Monopoly jest charakterystyczna rycina przedstawiająca starą fabrykę Baczewskiego w XIX wieku. W rzeczywistości jednak historia marki wódki Hetman sięga 1996 roku, zaś obecny lwowski zakład powstał w 2002 roku w miejscu dawnej rozlewni win owocowych.

11 lutego 2019 o godz. 08:46

Kartka ze Lwowa (6) Lwowski Zakład Likierów i Wódek

Lvivski Gorichanyi Zavod (2)

Львівський лікеро-горілчаний завод mieści się w starym kompleksie fabrycznym, firma powstała w 1931 roku, jako gorzelnia i rektyfikacja. Kontynuowała działalność wcześniejszych Zakładów Produkcji Wódek nr 10 we Lwowie, działających w innej lokalizacji od 1842 roku. Znacjonalizowana w 1939 roku, w latach ZSRR była jednym z trzech największych zakładów produkujących alkohol na Ukrainie (mimo zlikwidowania własnej rektyfikacji), oferując wódki i likiery oraz ocet, działając wówczas jako Lwowski Zakład Likierów i Wódek nr 2. Obecnie firma jest własnością grupy Ukrspirt. W latach 1995-1996 zakład został zmodernizowany i rozbudowany. Mają osiem własnych sklepów firmowych, zatrudniają 360 osób. Ich oferta obejmuje ok. 70 produktów alkoholowych, w tym wiele rodzajów wódek i likierów. Wódki poddawane są filtracji węglem drzewnym i piaskiem kwarcowym. Firma nadal jest jednym z głównych na Ukrainie producentów octu.

10 lutego 2019 o godz. 09:54

Kartka ze Lwowa (5) Z dawnej fabryki Baczewskiego pozostały ruiny

Baczewski old distillery (2)

Brama pomalowana na mało gustowny łososiowy róż a nad nią napis Almazinstrument, za nią budynek dawnego dworu, na szczycie poddasza ozdobiony datą 1782, przy bramie tablica pamiątkowa – tutaj swoją fabrykę miał Layb Baczeles, który do historii przeszedł jako Józef Adam Baczewski. Na tablicy pamiątkowej, założonej całkiem niedawno, lakoniczna informacja, że w 1782 roku powstała fabryka alkoholi we wsi Wybranówka (to ok. 44 km od Lwowa), że obecne budynki fabryczne w większości powstały w 1908 roku według projektu architekta Władysława Sadłowskiego, a wcześniej Baczewski zakupił we Lwowie dwór hrabiów Cieleckich. Po II wojnie światowej mieścił się tutaj zakład Almazinstrument, produkujący narzędzia ścierne z diamentową warstwą roboczą. Wtedy też kolejny raz kompleks był przebudowany.

9 lutego 2019 o godz. 09:56

Kartka ze Lwowa (4) Nalewki ze Lwowa

Nalewki zi Lwowa (6)

Наливки зі Львова to sieć sklepów i barów oraz marka nalewek. Mają swoje punkty we Lwowie, Kijowie, Odessie, Charkowie, Dnieprze i w Warszawie w Blue City. Oryginalny wystrój, pastelowe kolory, grafiki w stylu galicyjskich karykatur, bańki z nalewkami, butelki różnych objętości, od setki zaczynając, możliwość degustacji także w formie „desek degustacyjnych” (4×30 ml dowolnych smaków) – to tworzy klimat. Za koncept odpowiada Holding Akurat – sieć sklepów, restauracji, kawiarni, barów, parków rozrywki, usługi hotelarskie, łowieckie i nalewkarnie. Poza nalewkami robią wina owocowe. Nalewki zestawiane są z naturalnych komponentów na: trawach, ziołach, korzeniach, jagodach, owocach i warzywach, a także kawowe i czekoladowe nalewki. To ponad 30 smaków, moc od kilkunastu procent do ponad pięćdziesięciu, w tym np.: na czerwonych burakach, dyni, korzeniu żeń-szenia, płatkach róż, liściach melisy. Jest kilka oryginalnych kompozycji ziołowych: Karpatski, 12 Ziół, Stary Lwów.