27 listopada 2012 o godz. 19:56

Anna Karenina

Anna Karenina to dla mnie najbardziej pełnokrwista kobieca postać w literaturze do czasu Lisbeth Salander. Być może trudno porównywać rangę obydwu dzieł, ale sukces sprzedażowy jak najbardziej – i nie przypadkiem, czytelnicy chcą fascynujących i pięknych bohaterek. Film jednak mnie mocno rozczarował. Nie podoba mi się teatralna konwencja, to wprowadza sztuczność, która jest dobra na scenie, gdy a priori forma przekazu jest jednocześnie umową z widzem, że świat przedstawiony będzie miał sceniczny charakter, a więc złożony ze scenografii i rekwizytów oraz akcentowany przez grę aktorów. Scena wymaga symboliki i skrótów, ale odwołuje się do innego rodzaju widowni. Dlatego teatr jest elitarny, kino nie. Kino ma jak najwierniej odwzorowywać rzeczywistość, dawać złudzenie uczestnictwa, zwłaszcza kino współczesne. Dlatego konwencja teatralna w filmie moim zdaniem zupełnie się nie sprawdza, jest swego rodzaju oszustwem. Z drugiej strony, doceniam inwencję reżysera, Joe Wrighta, który nie dość, że musiał zmierzyć się z arcydziełem literatury, to jeszcze nakręcić kolejny film na podstawie prozy Tołstoja. Jak nie powielać poprzedników? Poszedł na skróty, ale oryginalnie to wymyślił. Jako widz byłem znudzony, jako pisarz – zaintrygowany. Jeśli mówić o sukcesie, to zwłaszcza autora scenariusza Toma Stopparda (to pseudonim scenarzysty rodem z Czech, pisał m.in. scenariusz do „Imperium Słońca”). Scenarzyście udało się kilka rzeczy, po pierwsze oddać dramat uczuć bohaterów (nie tylko Anny i hrabiego Wrońskiego, ale też Aleksieja Karenina oraz Lewina i Kitty), po drugie – najważniejsze – udało się zachować najważniejsze dla książki fragmenty tekstu – w dialogach czy monologach, co nadaje filmowi bardzo literacki charakter, ale to dobrze, wszak ekranizowana jest wielka literatura a nie romans Danielle Steel. Bohaterowie mówią językiem Tołstoja, owszem w nieco hollywoodzkim wydaniu, ale jednak niektóre partie scenariusza przypominają nam o wielkości oryginału. O odpowiedzialności za słowa, o oskarżeniu jakie Tołstoj skrywa za melodramatem równie nieszczęśliwych, co nieodpowiedzialnych kochanków, także o oskarżeniu pod adresem skrzywdzonego Aleksieja Karenina. W filmie męża Anny gra Jude Law, przez charakteryzację i kostiumy bardzo kostyczny i nieco demoniczny. W prozie Lwa Tołstoja to postać niemal święta, ale przecież przez tą swoją dobrotliwość tym bardziej dla Anny nie do zniesienia; jest jej wyrzutem sumienia, jest kontrapunktem dla jej niemoralnego romansu, ale nie przeciwieństwem (jak w filmie), lecz w jakimś sensie współwinnym. Gra aktora dla mnie zupełnie nieprzekonywująca. Nie podobali mi się też – nadto egzotyczna Keira Knightley jako Anna Karenina i zbyt chłopięcy Aaron Taylor-Johnson jako Wroński. Właściwie jedyna rola aktorska na miarę prozy, to Matthew Macfadyen jako rubaszny i poczciwy Stiwa. Domhnall Gleeson jako Lewin nie przekonuje, ale jego rolę całkowicie ratuje scenarzysta, wprowadzając go właściwie tylko w najważniejszych dla fabuły momentach. Innym postaciom z książki przypadły w filmie role marginalne, ale Alicia Vikander w roli Kitty wzbudza więcej sympatii niż jej literacki pierwowzór. Scenografia w filmie jest bardzo teatralna, natomiast trzeba docenić wkład pracy kostiumografa, zwłaszcza kreacje Anny są piękne. I choreografia, która zachowuje pewną sztuczność typową dla teatru, ale jednocześnie wprowadza rozmach jak z baletu. Mamy tu zatem niezłe gatunków pomieszanie. Ładne, ale dość nudne widowisko. Dla mnie największe rozczarowanie to postać Anny. Keira Knightley ma miły uśmiech, ładne oczy i zapewne lepszą niż literacki pierwowzór figurę, ale nie podbija serc. Anna Karenina nie tylko była piękną kochanką, była gotowa do poświęceń, potrafiła walczyć, rozsadzała ją namiętność, ale targały nią również wyrzuty sumienia, była kobietą fatalną, doprowadzającą mężczyzn do zguby, ale też kobietą tragiczną, która samą siebie zgubiła. Anna Karenina, to niezwykle silny ładunek emocji, sprzeczności, to wybitna postać literacka przez swoją niejednoznaczność, a jednocześnie magnetyzującą osobowość, to też literackie wyobrażenie kobiecej namiętności, które pomimo upływu 135 lat i wszystkich towarzyszących temu zmian obyczajowych, wciąż pozostaje idealne, nie traci nic, przeciwnie – wydaje się, że zyskuje.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

1 grudnia 2017 o godz. 22:11

Polska kontra reszta świata

000716YWE23CDWHO-C122-F4

Znamy wszystkie grupy, w których zagrają finaliści Piłkarskich Mistrzostw Świata w Rosji. Polska znalazła się w ostatniej grupie i wylosowała Kolumbię, Senegal i Japonię. Nie należy lekceważyć żadnego z tych rywali. Nie gra nam się dobrze z drużynami z innych kontynentów, wystarczy przypomnieć nasze mecze z Ekwadorem, Koreą, Kamerunem, Maroko… Na pewno bardzo ważny będzie mecz otwierający rywalizacje, dobrze, że tu przeciwnikiem będzie Kolumbia, czyli rywal najmocniejszy. Piłkarze z kraju, w którym kartele narkotykowe mają wciąż wiele do powiedzenia, piłkarze są motywowani nie tylko sportowo, o czym świat sportowy miał już okazję boleśnie się przekonać. Pomijając jednak wątki pozasportowe, jest to mocny rywal, na pewno nie łatwiejszy niż Meksyk, z którym niedawno przegraliśmy. Senegal na pewno nie będzie chłopcem do bicia. Drużyna tego kraju doszła przecież kiedyś do ćwierćfinału Mistrzostw Świata. Afrykanie grają ambitnie, chcą się pokazać światu, bo to dla nich często przepustka do lepszego świata. W tym gronie Japonia wydaje się być przeciwnikiem najmniej wymagającym, ale im tez nie brak ambicji, potrafią być nieprzewidywalni.

26 listopada 2017 o godz. 19:30

Hans Fallada: Pijak

23195d99-62cf-4d42-8d0c-fb6cfc50e330

Jedna z klasycznych książek o upadku człowieka nadużywającego alkoholu. Jej bohater, Erwin Sommer, był dobrze prosperującym kupcem. Pewnego dnia jednak interesy zaczęły iść coraz gorzej, jednocześnie psuć się zaczęły relacje z żoną i, jak to często bywa, nieszczęśnik zaczął zaglądać do kieliszka.

23 listopada 2017 o godz. 17:35

Jack Juniper

Henry_Fielding_c_1743_etching_from_Jonathan_Wild_the_Great

„Liberty, Property and Gin forever!”. ~Jack Juniper (właśc. Henry Fielding)

14 listopada 2017 o godz. 23:38

Fynf und cfancyś

„Cały Zachód jest jak elektryczne wesołe miasteczko podłączone do prądu. Tak samo migające światełkami, bez względu na to, czy się weselisz, czy właśnie zdychasz w metrze”. ~Michał Witkowski

10 listopada 2017 o godz. 23:05

Udany eksperyment

20171110_213351-001

Wynik 0:0 w Warszawie w meczu z Urugwajem, ale mecz mógł się podobać. Dynamiczny, dużo akcji, dużo dalekich podań, jednocześnie efektywna gra obrony. Zagraliśmy w eksperymentalnym ustawieniu i z tak utytułowanym rywalem dawaliśmy sobie dobrze radę. Polska była w tym meczu lepsza, zwłaszcza w drugiej połowie stwarzaliśmy dużo sytuacji. Niestety, zabrakło skuteczności.

3 listopada 2017 o godz. 19:48

Nowe wydanie przewodnika po Albanii

albania light

W Wydawnictwie Pascal ukazało się nowe wydanie przewodnika po Albanii, którego jestem współautorem. Dwa poprzednie ukazały się: w 2013 roku w serii „Praktyczny Przewodnik” i w 2014 roku w serii „Przewodnik Ilustrowany”. Obecna edycja ukazała się w podręcznej, kieszonkowej, serii „Light”. Więcej informacji można znaleźć na stronie wydawnictwa Pascal: http://pascal.pl/albania-pascal-lajt,8,4814.html, ja tymczasem polecam zwiedzania Albanii, najbardziej niezwykłego zakątka Europy.

1 listopada 2017 o godz. 00:08

Kryzys w Hydrozagadce

SONY DSC

8 listopada w klubie Hydrozagadka (Warszawa, ul. 11 Listopada 25) zagra Kryzys, a wcześniej ID. Bilety: 25 zł w przedsprzedaży i 35 zł w dniu koncertu. Start – godz. 20.00.

31 października 2017 o godz. 19:35

Prowadź swój pług przez kości umarłych

„Najlepiej rozmawia się samemu ze sobą. Przynajmniej nie dochodzi do nieporozumień”. ~Olga Tokarczuk