27 grudnia 2012 o godz. 19:10

50 twarzy kryzysu, czyli książka A.D. 2012

/wp-content/uploads/2012/12/Wywiad-GW-12

Małgorzata I. Niemczyńska rozmawia z Łukaszem Gołębiewskim o sytuacji na rynku wydawniczym. Wywiad ukazał się 27 grudnia 2012 roku w "Gazecie Wyborczej".

Rok 2011 był dla branży wydawniczej bardzo trudny, m.in. ze względu na wprowadzenie podatku VAT – niższe przychody, redukcja zatrudnienia, spadek efektywności. A jaki był 2012?
– Nie odbiliśmy się od dna, ale też nie było znacząco gorzej. Spadek przychodów ze sprzedaży książek w 2012 roku powinien być minimalny, zapewne 1-2 proc. Pamiętajmy jednak, że to nie jest duży rynek. Wartość rocznej sprzedaży książek, czyli ok. 2,7 mld zł, to zaledwie tyle, ile w 2011 roku wyniosła sprzedaż huty Celsa z Ostrowca Świętokrzyskiego, i mniej, niż wynoszą przychody Spółdzielni Mleczarskiej „Mlekpol” z Grajewa. Wartość wszystkich sprzedanych książek w Polsce to niespełna 3 procent (sic!) przychodu spółki PKN Orlen. Druga połowa roku okazała się zdecydowanie lepsza, m.in. dzięki superbestsellerom – „50 twarzom Greya” i „Trafnemu wyborowi”, czyli pierwszej powieści autorki „Harryego Pottera” dla dorosłych. Bestsellery, których sprzedaż znacznie przekracza 100 tys. egzemplarzy, wpływają na cały rynek, przyciągają ludzi do księgarń. Wciąż aktualne pozostają jednak wszystkie wcześniejsze problemy – zmiany cywilizacyjne, oczekiwania młodego odbiorcy, że treści w sieci powinny być bezpłatne, trudności w znalezieniu modelu biznesowego, który by zastąpił wpływy ze sprzedaży mediów papierowych – nie tylko książek, także gazet. A na to wszystko nakłada się kryzys gospodarczy, cięcia budżetowe w Unii Europejskiej, no i ten nieszczęsny VAT wprowadzony w trudnym momencie, na dokładkę w wysokości 23 proc. na e-booki.
Mijający rok to był czas najgorętszych debat na temat dostępności treści w internecie, jak np. sprawy ACTA czy Chomikuj.pl. Jakie powinniśmy wyciągnąć z nich wnioski dla branży wydawniczej?
– Przede wszystkim nie zamykać się na potrzeby klienta i nie oskarżać młodych ludzi, że są piratami czy złodziejami. Jednocześnie pilnie potrzebny jest model, który pozwoli z jednej strony sprostać oczekiwaniom młodych odbiorców (szybko i najlepiej za darmo), z drugiej będzie chronił interesy finansowe producentów, wydawców i autorów. Takim rozwiązaniem wydaje się abonament, udostępnianie zasobów cyfrowych do dowolnego korzystania w ramach stałych opłat miesięcznych. To jest pomysł, który od lat wcielają w życie nadawcy telewizji kablowych. Nikt się nie zastanawia, ile kosztuje wyprodukowanie jednego reportażu z Afryki w Animal Planet, a jednak każda ze stron dostaje to, czego potrzebuje: widz – tani i łatwo dostępny przekaz, nadawca i producent – wynagrodzenie. Myślę, że systemy abonamentowe na dobre rozgoszczą się już w przyszłym roku i będą dobrą alternatywą dla takich serwisów jak Chomikuj.pl.
A co do samego Chomikuj.pl – od początku byłem za tym, żeby wydawcy wystąpili przeciwko serwisowi z pozwem zbiorowym, bo serwis ten stał się symbolem braku poszanowania praw autorskich, a społeczeństwo musi mieć poczucie, że w państwie prawo jest przestrzegane. Dobrze więc, że ten pozew został złożony.
Firma Legimi, która jako pierwsza próbowała wprowadzić abonamentową sprzedaż e-booków (w cenie 19 zł za miesiąc z dostępem do 5 tys. tytułów), zawiesiła ją po dwóch dniach z powodu protestu wydawców. Gdy usługa „czytaj bez limitu” powróciła po kilku tygodniach, była już uboższa o 3 tys. tytułów!
– W tym przypadku zadecydował, jak sądzę, brak znajomości realiów rynku wydawniczego. Firma Legimi jest bardzo sprawna informatycznie, ale nie uzgodniła nowego systemu sprzedaży z wydawcami, wystartowała niejako bez ich wiedzy i bez aprobaty. Reakcja była nerwowa, bo oto pojawia się zupełnie nowa, nieznana usługa, ale ktoś ją wprowadza tylnymi drzwiami. Legimi nie chciało ujawniać wcześniej projektu, bo chciało być pierwsze; wiadomo – pierwszy zgarnia śmietankę. Wielu wydawców tego nie zaakceptowało. Zamiast start-upu w wielkim stylu był falstart. Ale to nie przekreśla systemów abonamentowych. Zwłaszcza że w ślad za Legimi z własnymi propozycjami zapewne pójdą w przyszłym roku giganci – Agora, operatorzy telefonii komórkowych i inni.
Ale czy da się wprowadzić sprzedaż abonamentową w taki sposób, żeby się opłacała autorom? Gdzie w tym wszystkim jest pisarz?
– Pisarz otrzymuje normalne, wynikające z umowy wynagrodzenie, bo każda udostępniona w abonamencie książka jest rejestrowana przez statystyki pobrań. Obecnie przyjmowany system rozliczeń zakłada wynegocjowaną między wydawcą a operatorem usługi abonamentowej cenę, rozliczaną po potrąceniu marży. Ale czytelnik tej ceny nie zna, tak jak nie za ceny odcinka serialu widz programu w telewizji kablowej. Dzięki temu treści przestają konkurować ceną, wyznacznikiem popytu stają się jakość i skuteczna promocja. To bardzo ciekawy model.
E-booki to przyszłość, więc rozmowa o nich wydaje się dzisiaj szczególnie ważna, ale ich rynek wciąż jednak w Polsce raczkuje. Kiedy to się zmieni?
– Rynek publikacji elektronicznych rozwija się, a mijający rok był przełomowy. Obserwowaliśmy kilka ważnych zjawisk m.in.: niemal powszechną rezygnację z zabezpieczeń DRM, czyli informatycznych ograniczeń w korzystaniu z pliku, na rzecz bardziej przyjaznego dla klienta znaku wodnego, ponaddwukrotne poszerzenie oferty e-booków w języku polskim, start platformy Publio, pierwszą próbę sprzedaży w abonamencie. Sprzedano ponad 100 tys. czytników e-booków oraz około trzech razy tyle tabletów, i to bez okresu gwiazdkowego, za który nie mamy danych. Wydawcy zdają sobie sprawę, że to ich przyszłość, i to już niedługa. Klient znajduje alternatywę dla Chomikuj.pl, ma coraz bogatszą ofertę i wiele promocji. Wartość legalnie sprzedawanych książek w plikach wzrosła w 2012 roku z 23 mln do ok. 55 mln zł. To nie jest jeszcze duży rynek, ale już zauważalny – ok. 2,6 proc. wartości sprzedaży wszystkich książek. A pamiętajmy, że są duże bariery rozwoju – przede wszystkim łatwy dostęp do nielegalnie umieszczanych plików oraz wspomniana już stawka 23 proc. VAT na e-booki. Wciąż liczba pobrań nielegalnych w stosunku do legalnych ma się mniej więcej jak sto do jednego. Być może zatem polski rynek e-booków wart jest już nawet 600 mln zł.
Ale czy rozwój tego rynku może mieć wpływ na czytelnictwo?
– Internet, który jest przecież złożony ze znaków, w ogóle sprawia, że czytamy więcej. Tylko czytanie na ekranie nie jest tym samym, czym czytanie książki, a zwłaszcza fabuły. Trudno dziś prognozować. Wydaje się, że łatwa dostępność tanich (często już za złotówkę) tabletów oraz prognozowany abonament na treści sprawią, że dostęp do książek czy prasy niemal nie będzie ograniczony. Ale czy dzięki temu będziemy więcej czytali? Nie wiem. Oby.
Gdy mowa o badaniach czytelnictwa, w mediach dominuje kasandryczna wizja świata analfabetów. Podawane są statystyki, że ponad połowa Polaków nie czyta. Prawda jest jednak taka, że nigdy dużo nie czytaliśmy – ani w Rzeczypospolitej szlacheckiej, ani w mitologizowanym pod tym względem PRL. I wcale jakoś dramatycznie nie odstajemy od średniej europejskiej. Nie oszukujmy się: może poza Niemcami, Francją, Szwajcarią, Rosją czytanie nie jest ulubioną rozrywką ludzkości. Statystyczny Polak czyta mniej więcej tyle, ile bogaty Belg, nie jest też zatem prawdą, że nie czytamy, bo książki są drogie. To kolejny mit lub łatwa wymówka. Na pewno jednak nie czytamy, bo mamy coraz mniej czasu na to, żeby spędzić czas w ciszy i skupieniu – i to jest ogromna szansa dla e-booków i audiobooków, które mogą być dostępne niemal w dowolnym momencie.
Jak nie być Kasandrą? W chwili, gdy rozmawiamy, ważą się losy Świata Książki w związku z wycofywaniem się z Polski grupy Weltbild. Skoro podobne problemy ma czwarte pod względem wielkości wydawnictwo w kraju, to jak mają sobie radzić małe oficyny?
– To rzeczywiście bardzo niefortunna informacja. Świat Książki wprowadzał w 1994 roku do Polski wysokie standardy edytorskie, był jednym z symboli sukcesów dużego zagranicznego inwestora na naszym rynku książki. Firma popełniła jednak strategiczny błąd, który drogo ją kosztował – opierała swój biznes na drukowanych, bardzo kapitałochłonnych katalogach rozsyłanych do pół miliona czytelników, podczas gdy liczba kupujących spadała z roku na rok. Przychody Świata Książki spadły w latach 2005-10 o 25 proc. Myślę jednak, że decyzja o wycofaniu się właściciela z Polski – najpierw Bertelsmanna, teraz Weltbildu – to nie efekt ogólnej mizerii naszego rynku, ale skutek kryzysu gospodarczego w Europie i strategii wycofywania się z mniej rentownych przedsięwzięć. Niemniej dla rynku to może być decyzja fatalna w skutkach. Jeśli nikt nie przejmie majątku Świata Książki, to miliony egzemplarzy książek z ich magazynów trafią na wyprzedaże, trudno będzie konkurować z wielką podażą ich taniej, wyprzedawanej oferty. A pozostaje pytanie: co z prawami autorskimi? Przecież oni wydawali m.in. Głowackiego, Rylskiego, Pilcha… Czy te prawa zostaną rozproszone, zlicytowane? Co z 40 księgarniami, które prowadziła firma? Mam nadzieję, że ten dorobek nie zostanie roztrwoniony.
Świat Książki obok np. poradników czy popularnych czytadeł wydawał jednak sporo wartościowej literatury. Czy to ma oznaczać koniec takiego profilu wydawniczego?
– Na pewno nie. Może nie być Świata Książki, ale to nie znaczy, że nie będzie wartościowej literatury. Jeśli wspomnianych praw nie przejmie jeden wydawca, książki autorów Świata Książki będą się ukazywać np. w Znaku, Wydawnictwie Literackim czy W.A.B. Przecież to nie był jedyny wydawca wartościowej literatury!
Czy może teraz dojść do przetasowania sił na rynku? Opracowany przez Bibliotekę Analiz ranking wydawnictw pokazuje, że w czołówce właściwie od lat zmienia się niewiele.
– Tak, teraz zapewne dojdzie do zmian, a Weltbild nie będzie jedyną firmą, która wycofa się z polskiego rynku. Wzrastać będzie pozycja wydawnictw edukacyjnych i profesjonalnych, one są najlepiej przygotowane do cyfrowych realiów. Wyraźnie widać wzrost znaczenia firm, które w ostatnich latach zgromadziły duże kapitały, jak Olesiejuk czy Znak – z powodzeniem konkurują one z zagranicznymi potentatami, a nawet ich przeganiają. Co do inwestycji Empiku w wydawnictwa, to nie widzę, by one znacząco rosły. Chyba Empik nie ma wyrazistej strategii ich wzrostu. Natomiast co innego, gdyby Empik przejął aktywa po Świecie Książki – wtedy stałby się hegemonem, a to by nie było dla rynku bezpieczne.
Jakie jeszcze zmiany może przynieść rok 2013?
– Nie jestem optymistą. To może być bardzo trudny rok. Alternatywa między książką papierową a cyfrową będzie sprawiać, że ta pierwsza będzie coraz droższa, a ta druga coraz powszechniej używana, choć być może coraz mniej czytana, bo treści cyfrowe przywykliśmy traktować w sposób użytkowy. Według mnie wartość rynku spadnie z co najmniej czterech powodów: kryzys w Unii Europejskiej i znacznie mniej subwencji (pamiętajmy, że np. niskie ceny druku w Polsce zawdzięczamy w ostatnich latach w dużym stopniu dotacjom z UE, jakie dostały zakłady poligraficzne), po drugie – bardzo duża podaż tanich książek, po trzecie – zmiany ogólnocywilizacyjne, czyli cyfryzacja, po czwarte – niż demograficzny. Wszystko to są negatywne czynniki od wydawców niezależne. Co mogą zrobić wydawcy, żeby odwrócić zły trend? Wylansować nowego „Harryego Pottera”, czyli całkiem serio – budować modę na czytanie wśród młodych. To się w ostatnich latach nieźle udawało, po „Potterze” przyszła saga „Zmierzch”, na pewno wcześniej czy później pojawi się kolejny supercykl dla nastolatków. A dorośli w 2013 roku chyba śmielej sięgać będą po erotykę – po sukcesie „50 twarzy Greya” wydawcy szykują prawdziwy wysyp literatury mniej lub bardziej erotycznej. Jako pisarza, autora kilku skandalizujących powieści, bynajmniej mnie to nie martwi.

Dodaj komentarz

Twój adres e-mail nie zostanie opublikowany. Pole komenatarz jest wymagane.

Zobacz ostatnie wpisy

12 lutego 2018 o godz. 22:44

Z Arystofanesa

Aristophanes_-_Project_Gutenberg_eText_12788

„Jak się nałykał wszelkich dobrych rzeczy, wnet jął skakać i tańczyć, rechotać, grzmieć zadem niczym oślina, co się nażarła jęczmienia, i nuż walić mnie krzycząc: „Kto pije, ten bije!”. ~Artystofanes „Osy”

11 lutego 2018 o godz. 22:41

O winie

„Picie wina – to jest życie, degustacja wina – to nauka, rozmowa o winie – to sztuka”. ~Henri Beraud

8 lutego 2018 o godz. 17:42

„Aqua Vitae” pierwszy numer w nowym roku

AV_cover 19

Ukazał się dziewiętnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.

27 stycznia 2018 o godz. 15:51

Dzika biblioteka

dzika-biblioteka

Paweł Dunin Wąsowicz musiał napisać biografię, bo trudno mówić o autobiografii. Na to drugie jest zbyt nieśmiały, na to pierwsze, jak najbardziej, jest dość ciekawy. Ciekawy siebie, swoich korzeni, swojego miasta i miejsca. Jest też zbyt uważnym, nałogowym, czytelnikiem, by wypuścić o sobie rzecz interesującą wyłącznie dla samego autora. „Dzika biblioteka” Pawła to pozornie autobiografia. Raczej podążałbym śladem tytułu tej książki – to chaotyczna opowieść o lekturach, o dorastaniu do dużej powagi literackiej. Bo jak inaczej to nazwać? Frontman Dunio jest poważnym czytelnikiem. W dawnych czasach miałby szanowaną posadę lektora. W czasach współczesnych, kiedy lektor nie jest już w cenie, jest outsiderem. Dystans Dunia jest bezcenny. Ale jego osobisty stosunek do literatury w tej książce przysłonił nieśmiały dystans. Jest w tej autobiografii coś z piosenek, które pisze Paweł – delikatny ekshibicjonizm, dżentelmeński takt, szacunek do ludzi, ale przede wszystkim – szacunek do samego siebie. Jeżeli ktoś, kto odwiedzi księgarnię, pomyśli, a co mnie ten facet obchodzi, będzie tylko częściowo wiedział, co odrzuca. To książka o świetnym redaktorze, ale przede wszystkim książka o umiejętności czytania ze zrozumieniem. Wiem, słaba rekomendacja, kogo to obchodzi? Mogę jedynie poradzić – uczcie się od Dunia, on się na pewno skrzywi z niesmakiem, ale warto go potraktować jako przewodnika po dzikiej bibliotece. A dzika biblioteka, to nasza współczesna Aleksandria, nie ulegajmy złudzeniom uporządkowaniu Google. Czy można gustom autora zaufać bardziej niż Google? Nie. Ale nie jest to ranking rekomendacji, a uczciwa opowieść o własnych wyborach, doświadczeniach i gustach. Opowieść faceta, który zęby zjadł na czytaniu rękopisów i książek w okładkach. Wielki szacunek dla Wiesława Uchańskiego, prezesa wydawnictwa Iskry, że taka książka wyszła.

25 stycznia 2018 o godz. 15:54

W PR2

Łukasz Gołębiewski będzie dziś gościem audycji Krzysztofa Jakubowskiego „O wszystkim z kulturą”. Polskie Radio PR2, godz. 18.00. Zapraszamy do słuchania.

15 stycznia 2018 o godz. 18:45

Włochaty z Dezerterem

wlochaty dezerter

Włochaty, Dezerter i Aporia wystąpią razem na trzech koncertach: 23.02 Olsztyn, 24.02 Lubawa i 24.03 Głogów. Do zobaczenia na koncertach.

27 grudnia 2017 o godz. 15:45

U.K. Subs w Pogłosie

SONY DSC

28 stycznia w klubie Pogłos (Warszawa, ul. Burakowska 12) wystąpi legenda punk rocka, U.K. Subs. Przed nimi zagra Antidotum. Start – godz. 19.30. Bilety już w sprzedaży – jedynie 320 sztuk. Przedsprzedaż – 70 zł, na bramce w dniu koncertu – 80 zł.

24 grudnia 2017 o godz. 17:04

Marry Mary

Bad-Santa-Drinking-Game

What is the name of Santa Claus wife? Mary Christmas

15 grudnia 2017 o godz. 20:30

Ostatni Jedi

small_432811621

Po tragifarsie, jaką było „Przebudzenie Mocy”, spodziewałem się najgorszego, więc nie mogłem się rozczarować. Film jest lepszy niż poprzednia część, nie tak straszliwie wtórny i nie ma tak wielu okropnych scen z zupełnie innego gatunku kina, czyli jakichś głupich komediowych zachowań Finna, najbardziej groteskowej z postaci wprowadzonych w sadze nr VII. Film można podzielić na trzy części fabularne. Flota Najwyższego Porządku próbuje zniszczyć resztki oddziałów Rebeliantów. Mamy walki gwiezdne, popisy pilotów myśliwców i kino science-fiction w najlepszym wydaniu. Drugi wiodący wątek, to nauka młodej Rey w samotni Luke’a Skywalkera. Nudy, a Mark Hamill wygląda, niestety, jak spasiony pijak, nie jak rycerz Jedi. Na dokładkę okazuje się, że jest człowiekiem, co się kulom nie kłaniał. Na szczęście dla Rebelii, Rey jest tak zdolna, że wystarczą jej dwie lekcje pod okiem zmęczonego życiem skacowanego starca i już zostaje mistrzem Jedi. Jest też trzeci wątek tego filmu – rozterki wewnętrzne Bena Solo vel Kylo Rena i jego duchowe relacje z Rey. Poza tym są sceny magiczne jak z „Harry’ego Pottera”, przykro na to patrzeć. W pierwszym filmie J.J. Abrams uśmiercił najciekawszą postać w nowej sadze, czyli Hana Solo. Miałem nadzieję, że jednak pojawi się w kolejnej odsłonie „Gwiezdnych Wojen” w jakichś reminiscencjach, ale gdzie tam – nie ma czasu na reminiscencje, gdy mamy jedną kosmiczna batalię za drugą a do tego pojedynki na świetlny oręż. W tej części uśmierceni zostają kolejni ważni bohaterowie, Luke Skywalker i kreatura zwana Snoke. Nie żal mi ich, ale wolałbym wśród ofiar widzieć durnego Finna. Nie doczekanie moje, znów clown zostaje bohaterem, takich to „Gwiezdnych Wojen” doczekałem. Już po nakręceniu „Ostatniego Jedi” zmarła Carrie Fisher i podobno jej spadkobiercy nie zgodzili się by w kolejnym epizodzie „Star Wars” pojawił się jej komputerowy awatar, więc twórcy filmu zostali pozbawieni kolejnej kluczowej postaci. Z dawnego cyklu pozostali tylko Chewbacca i androidy. Słabo. Z przykrością wyznam, że Epizodu IX nie oczekuję z niecierpliwością. W kinie się wynudziłem.

3 grudnia 2017 o godz. 14:06

Nowy numer „Aqua Vitae”

AV_cover 18

Ukazał się osiemnasty numer magazynu o mocnych alkoholach „Aqua Vitae”. Zapraszamy do lektury.