|
|
| Strona Łukasza Gołębiewskiego |
|
Witam Was na mojej stronie, którą redaguję wspólnie z Wami - moimi czytelnikami. Strona powstała w styczniu 2007 roku i początkowo wyłącznie poświęcona była powieści "Xenna moja miłość". Od tamtej pory odwiedziło ją ponad milion osób! Nigdy nie spodziewałem się takiego zainteresowania, dziękuję Wam za to.
W dziale komentarze staram się na bieżąco pisać o tym, co mnie obchodzi. W galeriach znajdziecie moje fotki, w tym możliwie pełną dokumentację spotkań autorskich. Są tu też recenzje, wywiady oraz rozmaite aktualności - zarówno te od wydawcy - o moich książkach, jak i wszelkie inne, także te, które sami nadsyłacie. Od jakiegoś czasu prowadzę też na tej stronie leksykon alkoholi, co pozwala mi dzielić się z wami moją pasją do odkrywania nie tylko nowych miejsc i nowych ludzi, ale także nowych smaków. Pozostańcie w buncie! Do zobaczenia na koncertach i spotkaniach autorskich. |
Sobota, 12 Maja, 2012
"Klatka" Sary Antczak |
|
wydawca
|
Nakładem wydawnictwa Jirafa Roja ukazała się nowa, druga powieść Sary Antczak, pt. "Klatka". Siedem osób. Wszyscy zamknięci w ciasnym budynku, dzień po dniu oddalają się od rzeczywistości. Łączą ich studia we Wrocławiu. Dzieli wszystko inne. Początkowo są pewni siebie i otwarci na nowe doznania, chętnie rzucają się w maraton niekończących się imprez. Jednak beztroska atmosfera szybko mija. Ciągłe towarzystwo tych samych ludzi. Zamroczenie używkami. Brak perspektyw. Kompleksy. Strach. Samotność. Tajemnice. To wszystko sprawia, że bohaterowie czują się uwięzieni w swoich własnych głowach. Tłumione emocje nie mogą znaleźć ujścia. Narastają konflikty i agresja. Świat za ścianami akademika przestaje istnieć, a życie w środku zamienia się w piekło, z którego nie ma ucieczki. Zamówienia on-line: Jirafa Roja, cena 28 zł, wysyłka - 0 zł. Więcej... |
Piątek, 11 Maja, 2012
Spotkania na targach książki |
|
wydawca
|
W sobotę 12 maja o godz. 14. Łukasz Gołębiewski będzie podpisywał swoje książki na stoisku nr B258 w Pałacu Kultury i Nauki podczas III Edycji Warszawskich Targów Książki. Tego samego dnia o godzinie 13.00 będzie można spotkać się z Sarą Antczak i Dariuszem Papieżem. Autorzy podpisywać będą swoje książki – Sara najnowszy utwór „Klatka”, a Dariusz debiutanckie „Zniszczenie”. Wszystkie publikacje można będzie kupić z 50% rabatem. Zapraszamy. Więcej... |
Czwartek, 10 Maja, 2012
Na targach o rynku książki |
|
wydawca
|
Od dziś w Pałacu Kultury i Nauki trwają III Warszawskie Targi Książki. W piątek 11 maja o godz. 14.00 w Sali Puszkina PKiN rozpocznie się dwugodzinna konferencja „Rynek książki w Polsce – co dalej?”, którą poprowadzą Łukasz Gołębiewski i Paweł Waszczyk, autorzy tegorocznego raportu o rynku wydawniczym. Więcej... |
Czwartek, 10 Maja, 2012
W "Rzeczpospolitej" o rynku książki |
|
wydawca
|
Dziś raport "Rzeczpospolitej": "Rynek książki w 2011 roku - Duży spadek i złe prognozy". Towarzyszy mu ranking największych wydawnictw książkowych, który Łukasz Gołębiewski ogłasza w "Rzeczpopolitej" od 1995 roku. W tekście czytamy: "W ubiegłym roku wydano mniej nowych tytułów, zmniejszył się średni nakład, wzrosła cena książki. Perspektywy na 2012 rok są równie złe. Od stycznia 2011 roku obowiązuje stawka 5 proc. VAT na sprzedaż książek (podniesiona z 0 proc.). Nie tylko ona wpłynęła jednak na wzrost cen i na spadki przychodów. Książka, podobnie jak prasa, znalazła się w kryzysie, który ma wymiar ogólnocywilizacyjny i obserwowany jest także w innych krajach europejskich. Czytelnictwo spada, budżety reklamowe lokowane są w coraz większym stopniu w Internecie, a odbiorca nie chce płacić za cyfrowe treści. Brakuje modelu biznesowego dla drukowanych mediów, które są coraz mniej atrakcyjne w konfrontacji z tabletami, smartfonami, Facebookiem i serwisami udostępniającymi (nie zawsze w zgodzie z prawem) zasoby informacyjne" - piszą autorzy raportu, Łukasz Gołębiewski i Paweł Waszczyk. Przychody wydawców w 2011 roku spadły o 7,8 proc., do 2,71 mld zł.
Więcej... |
Środa, 9 Maja, 2012
Książki dla turystów |
|
wydawca
|
W czwartek 10 maja, w godz. 15-17 w Sali Kisielewskiego Pałacu Kultury i Nauki Łukasz Gołębiewski poprowadzi konferencję „Książki dla turystów”, podczas której zaprezentowane zostaną trendy na rynku publikacji turystycznych oraz wręczone zostaną Nagrody Magellana w konkursie „Najlepsze publikacje turystyczne 2011 roku”. Więcej... |
|
|
|
Czwartek, 17 Maja, 2012
Kartka z podróży (4) Rakija Tour |
Znów w Belgradzie, nie byłem tu trzy lata, ale miasto nic się nie zmieniło. To najładniejsza z bałkańskich stolic, miasto różnorodne, obnażające kontrasty tego kraju, zderzają się tu tradycja z jej wszystkimi ludycznymi rytuałami z nowoczesnymi aspiracjami młodego pokolenia Serbów. Tętniące życiem centrum, przepełnione kafejki, bogate ulice handlowe, a na obrzeżach ponure blokowiska, no i wielka twierdza Kalemegdan na skarpie Dunaju, latem tętni życiem, pełno tu knajpek i ludzi, o tej porze roku jednak pusto, knajpy pozamykane, tyle że nocą oświetlone ładnie i piękny widok z murów na rzekę i drugi brzeg miasta. Serbia robi najlepsze na Bałkanach rakije – polecam wizytę w Rakija Bar w Belgradzie, gdzie można spróbować wielu specjałów. Narodowa specjalność to aromatyczne owocowe rakije: Viljamovka (gruszkowaca), Dunjevaca (pigwowca) i Kajsijevaca (morelowica), no i oczywiście śliwowica – doskonałe są Żuta Osa czy Stara Sokolova. Poza tym mają doskonałe rakije z miodem (medovaca). Gorzej jest z rakijami z wytłoków winogron (lozovaca) – te najlepiej pić w Czarnogórze, są bardziej aromatyczne i łagodniejsze od tych serbskich. Rakija z dodatkiem ziół to lincura, zaś śliwowica z dodatkiem ziół to klekovaca. Oczywiście jest znacznie więcej odmian, ale takie jak np. jabukovaca (jabłkowica) są rzadsze. W Belgradzie jest ulica Skadarlija przy której działa z 50 knajp serwujących rakiję, oferujących lokalną kuchnię, w prawie każdej wieczorami grają ludowi muzykanci. Koniecznie trzeba tam iść nocą. I jeszcze jedno ciekawe dla mnie miejsce – Bukowski bar, trochę na uboczu, niedaleko placu z pomnikiem Vuka, wnętrze jest jak małe muzeum, wszędzie fotografie autora „Faktotum”, obsługa rozmiłowana w prozie pisarza. Dziś już będę w Sofii, skąd następną kartkę poślę. Więcej... |
Czwartek, 17 Maja, 2012
Suktinis |
jeden z najlepszych litewskich miodowych napitków, mocny (50%) i bardzo miodowy zarówno w smaku jak i aromacie. W procesie destylacji przefermentowanego miodu dodawany jest sok z czarnej jagody oraz mieszanka ziół. Produkt znanej firmy Lietuviškas midus. Więcej... |
Środa, 16 Maja, 2012
Kartka z podróży (3) Szicsek |
Kolejna destylarnia odwiedzona. Tym razem pojechałem do miasteczka Tiszafoldvar, gdzie jest gorzelnia Szicsek Palinkafozde. To jedna z większych rodzinnych firm produkujących palinki, a jak mówi Janos Szicsek, syn właściciela, za dwa lata gdy ruszy finansowana ze środków unijnych nowa gorzelnia, produkcja wzrośnie trzykrotnie. Teraz są cztery miedziane alembiki do tradycyjnej dwukrotnej destylacji, ale już zakupiono osiem kolejnych, tylko nie są podłączone. W gigantycznych cysternach fermentowane są owoce. Palinki dojrzewają w dębowych beczkach i w metalowych cysternach, w zależności od tego jak intensywny smak destylatu chce się uzyskać. Przed butelkowaniem alkohol jest rozcieńczany, oryginalnie ma moc powyżej 70%, dodawana jest woda z podziemnego termalnego źródła, butelkowany jest o mocy 40-50%. Produkowanych jest tu ponad 40 różnych alkoholi, palinki z kilkunastu gatunków owoców (we własnym sadzie dojrzewają wiśnie i morele, jest tu też własna winnica, resztę kupuje się w okolicznych sadach), ale też alkohole typu parlat, czyli nie robione z owoców, a np. z dyni (!). Palinki typu agyas sprzedawane są z kawałkami owoców w butelkach. Jest też potężna oferta palinek z dodatkiem miodu (mezes). Jak mówi Janos Szicsek, cały proces produkcji odbywa się według tradycyjnych dla Węgier metod, nie ma tu nowoczesnych aparatów kolumnowych, destylowanie w alembikach jest bardziej pracochłonne, ale daje lepszy efekt. Po destylacji alkohol jest próbowany, następnie chłodzony i filtrowany, dopiero wówczas podlega starzeniu – w większości przez trzy miesiące. Na miejscu można wszystkiego spróbować, można też zaopatrzyć się w sklepiku, także w rarytasy, takie jak produkowany w Szicsek mocny ziołowy likier Egri Viz, czy alkohole produkowane wyłącznie na rynek rumuński, gdzie bardziej cenione są przesiąknięte dębiną smaki. Dobrą bazą wypadową do Tiszafoldvar jest oddalone o 20 km duże, choć brzydkie miasto Szolnok nad rzeką Cisą. Powstało w XI wieku, ale obecna zabudowa miasta to głównie kamienice z XIX wieku – klasycyzm i eklektyzm. Zapewne największą atrakcją jest plenerowe muzeum lotnictwa z oryginalnymi samolotami z różnych okresów – leży przy wylocie z Szolnok na Tiszafoldvar. Poza tym na głównym rynku można obejrzeć kolorowo podświetlane fontanny, no i jest tu niesamowita kładka dla pieszych przez rzekę, gigantyczna, kosmicznie podświetlana. Opuszczam już Węgry, kolejna kartka będzie już z Serbii. Więcej... |
Środa, 16 Maja, 2012
Starka Gera |
produkowana na Litwie przez Anykščių vynas winogronowa brandy z dodatkiem ziół, łagodna, waniliowa w smaku, karmelowa barwa, moc – 40%, z tradycyjną polską Starką nie ma nic wspólnego. Więcej... |
Wtorek, 15 Maja, 2012
Kartka z podróży (2) Bestillo |
Lubię zwiedzać gorzelnie, a że było po drodze, to postanowiłem pojechać do destylarni Bestillo, to mała firma z jednym aparatem destylacyjnym, leżąca na wsi zabitej dechami, ale robią jedne z najlepszych palinek. Palinka to węgierska brandy z owoców, koniecznie rosnących na Węgrzech, musi być też wydestylowana i zabutelkowana w tym kraju. Są aromatyczne, wyraziste, doskonałe, ja przynajmniej ja je uwielbiam. Z trasy na Miskolc trzeba zjechać do Boldogkovaralja, wioski, której atrakcją jest ogromny średniowieczny zamek na skale o wysokości ponad 700 metrów, dostępny do zwiedzania. Zamek Boldogko postawiono prawdopodobnie w XII wieku, do dziś zachował surowy warowny wygląd z flanką na kamiennej skale. W lochach urządzono pokaz narzędzi tortur, w komnatach zamkowych jest małe muzeum, no i panorama z murów i dostępnej wieży na pofałdowaną, zielną okolicę. Poeta Balint Balassi napisał w tych murach w XVI wieku wiekopomny wiersz „Dla tych, co piją wino”. W miasteczku są piwnice z omszałymi beczkami wina. Gorzelnię Bestillo zbudowano jakieś dwa kilometry od Boldogkovaralja. Są tu kadzie fermentacyjne, kolumny do destylacji ciągłej, stalowe cysterny i dębowe beczki, w których palinki dojrzewają. Wszystko można zwiedzać, można spróbować surowego alkoholu zaraz po destylacji – jeszcze skraplającego się, jest bardzo aromatyczny i mocny. Bestillo ma w ofercie 17 rodzajów palinek, w tym naprawdę rzadkie z lokalnych owoców, wszystkich można popróbować na miejscu z eleganckich kieliszków, kupiłem taki bo uwielbiam ładne szkło. Przy okazji polecam restaurację Holdfeny w pobliskim miasteczku Forro, smacznie, tanio i miła obsługa plus wi-fi żeby wysłać kartkę z podróży :) Więcej... |
Wtorek, 15 Maja, 2012
Clontarf |
irlandzka whiskey, której nazwę nadano dla upamiętnienia bitwy pod Clontarf z 1014 roku. Jej producentem jest Clontarf Whiskey Company, zaś rozlewa ją Castle Brands. Jak większość irlandzkich whiskey jest trzykrotnie destylowana. Występuje w trzech wersjach: blendowana Clontarf Irish Whiskey, Clontarf Single Malt oraz Clontarf Reserve, która jest mieszanką malty oraz dłużej leżakujących alkoholi zbożowych. Wszystkie można kupić w zestawie podarunkowym Clontarf Trinity Collection. Whiskey Clontarf ma niezwykły smak leśnych owoców, poziomek – tak słodki, że niemal landrynkowy, ale jednocześnie w tle są bardzo wyraźne dymne nuty. Jest znakomita. Więcej... |
Poniedziałek, 14 Maja, 2012
Long John |
nie szczególnie udana szkocka blendowana whisky z gorzelni Tormore. Mieszanka powstała na początku XX wieku, a w jej skład wchodzi całkiem spora gama bo 48 maltów, w tym Laphroaig i Highland Park, które nadają jej ton. Mimo tego bogactwa Long John niczym się nie wyróżnia na niższej półce cenowej whisky, jest zbyt gładki. Jedynie dymne nuty w tle trochę podnoszą walory smakowe. Więcej... |
|
|
Sobota, 7 Kwietnia,
2012
O miłości |
PS |
| Dwadzieścia prac wyselekcjonowali i przekazali jurorom - organizatorzy konkursu literackiego dla młodzieży na opowiadanie o miłości. Konkurs zorganizowało grono pedagogiczne Gimnazjum przy Zespole Szkół Akademickich w Środzie Wlkp. Jak napisano w regulaminie, celem zmagań jest: - ożywienie zainteresowań literaturą w dobie ich zamierania i przeciwdziałanie degradacji literatury. W skład jury wchodzą osoby zawodowo związane z literaturą, jednak nie nauczyciele języka polskiego: - dr Elżbieta Lijewska – literaturoznawca z UAM, Łukasz Gołębiewski i Piotr Stróżyński. Każdy juror dysponuje pulą 100 punktów, które może dowolnie rozdysponować. Wskazany ma zostać zwycięzca, zdobywcy II i III miejsca oraz pięcioro wyróżnionych. Własną nagrodę ufundują nauczyciele. Rozstrzygnięcie wkrótce. |
Nigdy nie przepadałem za twórczością Henryka Sienkiewicza; bo nie lubię twórców komercyjnych. Henio pisał „ku pokrzepieniu serc” i bez wstydu naginał historię, aby te polskie serca wzmacniać. Taki profesor Religa, tyle, że wcześniejszy i działający innymi metodami. A Polacy naród próżny i zepsuty kupili jego rewelacje i obwieścili, że człek to był wielki.
Dzisiaj wiem, że w mrokach zaborów i nieobecności państwa polskiego, takie naginanie i pokrzepianie było Polakom potrzebne, napędzało do działania. Nic to, że obrońcy Częstochowy nie mogli modlić się do cudownego obrazu, bo zapobiegliwi mnisi ukryli go na Śląsku, zanim nadciągnęli Szwedzi. Nic to, że wiele u Henia podobnych bzdur… Jak twierdził Artur Schopenhauer: - świat jest moim wyobrażeniem. Ta uniwersalna teza może mieć wiele zastosowań, a lubo i w literaturze. Bo czyż może istnieć dzieło, którego przynajmniej jeden autor uprzednio sobie nie wyobraził? Wyobraźnia Sienkiewicza mogła porażać ogromem. Poraziła nawet ekipę od przyznawania Nobla. Ta uległa urokowi i postanowiła ignorować historyczne przekazy; a to, że chrześcijanie współcześni Neronowi w niczym nie przypominali bezbronnych owieczek, a raczej krwiożerczą sektę… Nikomu jednak takie argumenty sienkiewiczowskich wizji nie zmącą. Nie chcemy oglądać rosyjskiego filmu „1612”, bo nam pokrzepianie serc obrazoburczo niszczy. Kiedy Zbigniew Nienacki napisał trzytomową powieść historyczną: - „Ja, Dago” („Dagome iudex”) i w zgodzie z naukami Niccolo Machavellego przedstawił początki państwowości polskiej, wydano mu to w nielicznym nakładzie, z okładką przypominająca komiks lub fantasy…
Łukasz Gołębiewski zarzeka się, że nie napisał powieści historycznej; mimo, ze jej akcja dzieje się w Ameryce Północnej szesnastego wieku. Do azteckiego imperium docierają Hiszpanie pod wodzą Corteza. Przynoszą ze sobą Boga przybitego do krzyża. W jego imieniu głoszą, że nie wolno kraść i zabijać, trzeba miłować bliźniego. I zaraz zarzynają wszystko, co rusza się na dwóch nogach, bez względu na płeć i wiek; łupią wszelkie błyskotki mogące uchodzić za złoto, pozostawiają pożogę; równają z ziemią miasta, unicestwiają kulturę.
Powieść Gołębiewskiego jest w zasadzie wielką, porywającą sceną batalistyczną. Nie ma tutaj głównych bohaterów; co najwyżej jest nim miasto Tenochtitlan i jego obrońcy. Kto pomyśli, że Gołębiewski znany dotychczas z dosadnych opisów scen seksualnych, może rozwinąć swoje zapatrywania w zgodzie z formułą: - „sex and the violence”, ten się zawiedzie. W opisach bezkresnej przemocy i brutalności zachowany jest subtelny umiar. A łatwo było tutaj popaść w radykalizm. Przecież jeżeli przyłożyć ucho do jakiegokolwiek podręcznika historii, słychać w nim jęki zarąbywanych, czuć zapach krwi, a i potrząsać taką książką do historii nie należy, bo jeszcze jakieś wyprute żołnierskie trzewia wypadną… U autora „Krzyku Kwezala” jest tylko tyle przemocy, ile potrzeba dla zachowania historycznych realiów. Ponieważ gatunek homo sapiens nigdy do pokojowych nie należał, mimo wszystko powieści tej nie należy polecać jednostkom o podwyższonej wrażliwości, ale to już nie wina twórcy.
Łukasz Gołębiewski przyznaje, że jest to jego pierwsza powieść, napisana w narracji trzecioosobowej, gdzie nie ma „ja”, jako podmiotu orzekającego. W trakcie spotkań autorskich nie jest pewien, czy dobrze radzi sobie w tej konwencji. Może to jednak tylko pozorowana skromność? Radzi sobie bowiem znakomicie i imponuje wiedzą. Trochę mnie tylko zdziwiła maniera narracyjna, w postaci zastosowania czasu teraźniejszego. Ale tak jest na pewno oryginalniej. Mam chyba uprzedzenia, bo na początku lat dziewięćdziesiątych niejaki Jerzy Cepik, napisał w takiej narracji powieść: - „Torquemada” i mistrzowsko zmarnował temat.
Już jako młodzian uwielbiałem przenosić się przy pomocy literatury, do innych, niebotycznie odległych i abstrakcyjnie niedostępnych światów. Pomocni byli tutaj panowie: - Juliusz Verne, Karol May, Stanisław Lem czy nawet Arkady Fiedler. I powieść Gołębiewskiego jest właśnie taka. Porywa czytelnika i przenosi w zupełnie inny świat, w nowy wymiar. Czyta to się z zapartym tchem i wbrew obawom autora, trudno się zmęczyć. A i o identyfikację, o utożsamienie z bohaterskimi obrońcami łatwo. Jak zawsze w przypadku tego autora, akcja toczy się wartko, nie ma dłużyzn, brak pustych ozdobników prozy.
Historyczne realia? Wiedza Gołębiewskiego jest przekonująca. Zapewne wiele tu fikcji, a znawcy tematu chętnie doszukaliby się przegięć, ale pisarz profilaktycznie gra im na nosie. Ożywiając azteckie bóstwa i mity, wkracza chwilami do krainy fantasy; miesza okrutną rzeczywistość z baśnią. I tutaj od razu wiadomo, że czytamy dzieło literackie, które ktoś sobie wyobraził… Nie ulega jednak wątpliwości, że bardzo rzetelnie się do owych wyobrażeń przygotował.
Łukasz Gołębiewski nigdy nie ukrywał fascynacji Meksykiem. On kochał i kocha tamto miejsce i kulturę. Tytułowy „Krzyk Kwezala” jest w zasadzie rozpaczliwym krzykiem samego autora. Bolesnym protestem przeciwko barbarzyńskiej zagładzie wspaniałej cywilizacji.
|
| Autor: |
Dzięki Piotrze! Sam mam wciąż wiele obaw jak ta książka zostanie przyjęta... jest tak bardzo inna od wcześniejszych. |
Wtorek, 24 Stycznia,
2012
Xenna |
Lek |
| Zapadła głęboko w pamięć. Dzięki Disorderze. |
Wtorek, 20 Grudnia,
2011
Xenna |
Pająk |
| "Xenna" padła w pociągu do domu... To teraz trzeba pisać do Dzidka o następne książki :) Muszę stwierdzić, że jednak znalazłem w niej coś o Tobie, o sobie, o mojej posranej sytuacji życiowej... Jakoś się tak składa, że życiorysy czasem się splatają... |
Poniedziałek, 12 Grudnia,
2011
zaproszenie |
stroszek |
| Paweł “Konjo” Konnak (poeta, performer, pisarz), Krzysztof Grabowski (współzałożyciel, perkusista, autor tekstów zespołu Dezerter) oraz Narodowe Centrum Kultury zapraszają na cykl spotkań “Punk rock books”.
“Konjo” jest autorem wydanej właśnie alter biografii \\\"Gangrena-mój punk rock song\\\", a Grabowski wydanej rok temu “Dezerter- poroniona generacja?”.
Artyści opowiedzą o swoich dziełach oraz o czasach, które zainspirowały ich do podjęcia działań artystycznych. Nie przypadkowa jest również data pierwszego ze spotkań. 13 grudnia - dzień ogłoszenia stanu wojennego, miał duży wpływ na podejmowane tematy zarówno w twórczości Dezertera, jak i w młodzieńczych ujawnieniach Konja.
Zarówno dzieło Konnaka, jak i Grabowskiego to intensywne wypełnianie białych plam w naszej najnowszej historii.
Jak napisał we wstępie do \\\"Gangreny\\\" perkusista grupy Dezerter - \\\"Doczekali się swojej opowieści rycerze spod Grunwaldu i Warszawscy Powstańcy. Pora teraz na opowieść podziemnych artystów, punkowców i szalonych rebeliantów\\\".
13.XII.2011 - Gdańsk, studio Radia Gdańsk, ul. Uphagena, godz.19
14.XII.2011- Sopot, klub SPATiF, ul. Boh. Monte Cassino, godz. 21
16.XII. 2011 - Warszawa, Dom Spotkań z Historią, ul. Karowa, godz. 20.30
17.XII.2011 - Kraków, klub Imbir, ul. Św. Tomasza, godz. 17
Gorąco zapraszamy, wstęp wolny. |
|
|
|
|